Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki sportowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki sportowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lutego 2019

Lutowe premiery (cz. 2)

Dawno nie było tak udanego początku roku dla fanów sportu. W lutym nastąpił prawdziwy wysyp ciekawych książkowych propozycji nie tylko dla kibiców piłkarskich, ale też osób interesujących się motoryzacją. W drugiej części miesiąca będzie nie mniej obficie niż w pierwszej, dlatego warto przyjrzeć się pozycjom, które właśnie wtedy trafią na księgarskie półki.

Na początek jednak o książce, o której istnieniu dowiedziałem się całkiem niedawno. „Wielka księga piłkarska. 70 lat dumnej historii” to tytuł monumentalnego dzieła stworzonego przez kibiców Śląska Wrocław. Jak łatwo się domyślić, poświęcone zostało ono piłkarskiej sekcji klubu ze stolicy województwa dolnośląskiego, choć dziwi trochę fakt, że pozycja ukazała się dopiero 8 lutego tego roku. Śląsk 70. rocznicę obchodził bowiem… w 2017 roku i na tej dacie (a w zasadzie końcu sezonu 2017/18) kończy się publikacja. Abstrahując jednak od tego rocznicowego zamieszania, należy podkreślić, że przynajmniej jeśli idzie o wydanie, twórcy albumu absolutnie nie mają się czego wstydzić! 700 stron, najwyższej jakości papier, twarda oprawa, duży format – księga prezentuje się naprawdę imponująco. Na stronie Stowarzyszenia Kibiców Śląska Wrocław, które odpowiada za wydanie tej publikacji, można znaleźć takie zdania na temat jej zawartości: „Poza opisem dziejów Śląska w Wielkiej Księdze znajdziemy historię herbu naszego klubu. Patrząc na zdjęcia i wizualizacje dopiero mamy świadomość, jak często zmieniał się herb Śląska. W książce znajdziemy również dział statystyk dotyczących całego okresu 70-lecia klubu. W jednym miejscu otrzymamy informacje o zawodnikach Śląska, którzy rozegrali najwięcej spotkań  dla klubu czy strzelali dla niego najwięcej bramek. Dodatkowo w księdze znajduje się dział dotyczący wszystkich wydarzeń związanych z obchodami 70-lecia Śląska, zarówno tych klubowych jak i kibicowskich”. Oczywiście imponujące wydanie zazwyczaj wiąże się z wyższą ceną i nie inaczej jest w przypadku „Wielkiej księgi piłkarskiej”. Trzeba zapłacić za nią bowiem 150 zł i na razie w Internecie nie ma tańszych ofert. Jedynie w Księgarni Kibica Sendsport dzięki kodowi rabatowemu ‘ksiazkisportowe’ możecie liczyć na 10% rabatu, co daje już całkiem solidną zniżkę i końcową cenę 135 zł. Warto zastanowić się na zakupem, bo dla osób zbierających klubowe monografie piłkarskie, to na pewno kolejna perełka do kolekcji.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

"Czapkins". Jaki naprawdę był Tomasz Mackiewicz?

Nie jest łatwo stworzyć biografię człowieka o tak złożonej osobowości. Uczynić to kilka miesięcy po jego tragicznej śmierci – jeszcze trudniej. Dominik Szczepański podjął się tego wyzwania i stworzył znakomitą i wielowątkową książkę o Tomaszu Mackiewiczu. „Czapkins” to jedna z najlepszych himalajskich pozycji ostatnich miesięcy, ale powinna zainteresować także tych, którzy gustują w życiorysach ludzi nietuzinkowych.

Niewiele ryzykuję, stawiając tezę, że nie będzie już lepszej książki o Tomaszu Mackiewiczu. Dlaczego? Dlatego że autor nie tylko doskonale orientuje się w himalajskiej tematyce i, mówiąc kolokwialnie, „czuje klimat” (dowodem tego kapitalna autobiografia Adama Bieleckiego „Spod zamarzniętych powiek”, której był współautorem), ale także poznał głównego bohatera blisko pięć lat przed jego ostatnią wyprawą. To ogromna zaleta, bo Dominik Szczepański wielokrotnie rozmawiał z Mackiewiczem, poznał jego charakter, co znacznie ułatwiło mu przybliżenie jego postaci czytelnikom. W dodatku najnowsza publikacja Wydawnictwa Agora to pozycja napisana we współpracy z drugą żoną „Czapkinsa”, Anną Solską-Mackewicz. Jej wkład w książkę jest nieoceniony – na jej potrzeby udostępniła prywatną (miejscami bardzo intymną) korespondencję z mężem, zapis rozmowy na WhatsAppie z ludźmi organizującymi akcję ratunkową na Nanga Parbat, który pozwolił wiernie odwzorować jej szczegóły, a nawet pierwsze 836 słów wspomnień, które Mackiewicz miał wkrótce spisać. Oprócz tych unikatowych materiałów w biografii znalazły się wypowiedzi rodziny Tomka, towarzyszy jego wypraw, ludzi, z którymi pracował w Irlandii, współpacjentów Monaru, a nawet mieszkańców pakistańskiej doliny Diamir, gdzie wszyscy uwielbiali prostego himalaistę z Polski. Szczepański wykonał tytaniczną pracę, w poszukiwaniu źródeł udając się nawet w Himalaje, ale dzięki temu jego książka jest żywą, reporterską opowieścią o życiu i marzeniu nietuzinkowej postaci. Marzeniu, które z czasem przerodziło się w obsesję.

Wzloty i upadki
Tomasz Mackiewicz urodził się w Działoszynie pod Częstochową. Rodzice byli mocno zajęci pracą, więc jego i siostrę Agnieszkę wychowywali w zasadzie dziadkowie. Rodzeństwo niemal cały wolny czas spędzało na świeżym powietrzu. To wtedy Tomek „złapał” kontakt z naturą. Już do końca swoich dni zawsze będzie preferował życie na wsi, blisko przyrody. Kiedy w latach 80. jego rodzice przenieśli się do Częstochowy, życie młodego chłopaka zostało wywrócone do góry nogami. Nie potrafił się dostosować do warunków panujących w mieście, ludzi, którzy tam mieszkali. Tak popadł w złe towarzystwo, kłopoty, które zakończyły się pobytem w Monarze. Gdyby nie to, świat być może w ogóle nie usłyszałbym o Mackiewiczu. Gdy był już mocno uzależniony, upadł na samo dno, uratowała go jego siostra. To właśnie ona wraz z ojcem Witoldem opowiadają o pierwszych latach życia Tomka. Szczepański wykazuje się tutaj znakomitym wyczuciem, wybierając z ich wypowiedzi wiele znakomitych anegdot i kreśląc obraz Polski lat 80. i 90. Potem czytelnik poznaje szczegóły pobytu Mackiewicza w Monarze, o którym opowiada jego kompan Witek. To właśnie jego siostrę Joannę, już po zakończeniu terapii, poznaje główny bohater. Wkrótce zostaje ona jego żoną. Ale zanim to nastąpi, w książce przeczytać można o pierwszej szalonej wyprawie Tomka. Postanawia on wyjechać do Indii, gdzie przemierza kraj (dwa tysiące kilometrów do Bangladeszu!) na rowerze. Mimo że ta przygoda znana jest tylko z opowiadań Mackiewicza, które ten snuje wśród znajomych po powrocie, Szczepańskiemu udaje się także tutaj opisać kilka smakowitych anegdot. Chociażby te, gdy Tomek spotkał stado małp, irańskich żołnierzy homoseksualistów lub o mało nie został zjedzony przez tygrysa ludojada.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Wydało się: Władysław Dejewski „Nasz Bronek. Rzecz o Bronisławie Malinowskim” (1998)


31 lipca 1980 roku został mistrzem olimpijskim, uzyskując w finale biegu na trzy kilometry z przeszkodami czas 8.09,7 min. Rok później – 27 września 1981 roku – zginął w wypadku samochodowym na moście wiślanym w Grudziądzu, zderzając się z ciężarówką. Tragiczną historię Bronisława Malinowskiego opisuje w książce „Nasz Bronek” Władysław Dejewski.

Pozycja ukazała się w 1998 roku, a jej wydawcą jest P.H. „JU-WO” Sp. z o.o. Autor to kolega Malinowskiego z klubu GKS „Olimpia”, a także były wiceprezydent Grudziądza. Na tylnej stronie okładki napisał, kim dla niego był bohater książki. Te kilka słów idealnie oddaje charakter wydawnictwa, które ma formę wspomnienia wspaniałego sportowca i człowieka. Dejewski pisze:

"Kim był dla mnie Bronek?
Wówczas - o rok starszym kolegą klubowym.
Później - niedoścignionym wzorem cnót i osiągnięć sportowych. Obecnie - osobliwym wspomnieniem, doprowadzającym do wściekłości, że to już tylko wspomnienie.
Zawsze - grudziądzaninem."

piątek, 7 grudnia 2018

Top10: Najlepsze książkowe prezenty dla kibica na Święta 2018 [Ranking]

Książka to wciąż jeden z najczęściej wybieranych prezentów świątecznych. Jak sprawić radość kibicowi? To proste – podarowując mu pod choinkę publikację o jego ulubionej dyscyplinie, klubie lub sportowcu. W ostatnich latach wydawnictwa rozpieszczają czytelników pod względem nowości, więc jest z czego wybierać! Oto subiektywny ranking 10 najlepszych książkowych prezentów świątecznych tego roku.

10. Paweł Fajdek, Paweł Hochstim, Paweł Skraba „Petarda. Historie z młotem w tle”

Zestawienie otwiera książka trzykrotnego mistrza świata w rzucie młotem. Paweł Fajdek znany jest z dużego dystansu do siebie i poczucia humoru i właśnie taka jest też „Petarda” – to nie autobiografia, a zbiór anegdot z życia reprezentanta Polski oraz zza lekkoatletycznych kulis. Całość podana jest w bardzo przystępnej formie, co sprawia, że przez wspomnienia Fajdka brnie się szybko i z uśmiechem na ustach. Nie brakuje głośnych wątków, jak słynne płacenie złotym medalem w taksówce w Pekinie czy nieudane olimpijskie starty, ale są też historie, który dopiero po raz pierwszy ujrzały światło dzienne.
IDEALNY PREZENT DLA: Lubiących lekkoatletykę i dobry humor


9. Jimmy Burns „Cristiano i Leo. Historia rywalizacji Ronaldo i Messiego”

Kiedy autor znakomitych książek, takich jak „Barca. Życie, pasja, ludzie” czy „Ręka boga. Biografia Diego Maradony” bierze się za zestawienie dwóch najlepszych piłkarzy świata, musi z tego wyjść pasjonująca lektura. „Cristiano i Leo” nie jest może dziełem wielce odkrywczym (w końcu o obu piłkarzach napisano już niemal wszystko!), ale na pewno pomysłowym – wszak po raz pierwszy ktoś w jednej publikacji zestawił duet, który rywalizuje od lat. Wydaje się, że w momencie, gdy Luka Modrić przerywa dekadę dominacji Portugalczyka i Argentyńczyka, warto sięgnąć po dzieło podsumowujące lata, które upłynęły pod znakiem rywalizacji, jakiej świat wcześniej nie widział.
IDEALNY PREZENT DLA: Fanów FC Barcelony i Realu Madryt oraz młodych adeptów futbolu

środa, 5 grudnia 2018

Grudniowe premiery

Choć grudzień to zazwyczaj dla wydawców czas zbierania plonów wcześniejszej pracy, a nie przygotowania nowych premier, na koniec 2018 roku kilka firm przygotowało jeszcze kilka propozycji. Będzie przede wszystkim coś dla fanów futbolu, ale znajdzie się też książka dla tenisowych kibiców oraz osób lubiących sporty motorowe.

Zaczęło się w pierwszych dniach grudnia, bo właśnie wtedy do sprzedaży trafiła nowa książka Alessandro Del Piero „Między nami mówiąc”. Odpowiadające za nią Wydawnictwo SQN zdecydowało się na ciekawy model sprzedaży, bowiem publikacja ukazała się w ścisłej współpracy z portalem JuvePoland.com i nie trafi (przynajmniej na razie) na półki w księgarniach. Będzie ją można zamówić wyłącznie na LaBotiga.pl, co jest zabiegiem podobnym do tego zastosowanego wcześniej przez krakowską firmę przy premierze książki Javiera Mascherano „Kapitan bez opaski” czy biografii Anthony’ego Joshua „Droga na szczyt”. SQN, który słynie z wydawania publikacji poświęconych Juventusowi, zdecydował się wydać już drugą książkę legendy bianconerich. Pierwsza – „Gramy dalej” – miała swoją premierę w maju 2013 roku i była pierwszą z serii pozycji dla fanów Starej Damy. Później ukazały się wspomnienia m.in. Buffona, Conte, Nedveda, Ibrahimovicia, Pirlo czy Ancelottiego, a dwa lata temu monograficzna „Juventus. Historia w biało-czarnych barwach” Adama Digby’ego. Kibice klubu z Turynu nie mogą więc narzekać, a teraz dostają do rąk dzieło absolutnie nowatorskie w swojej formie. W „Między nami mówiąc”, oprócz tradycyjnej narracji Del Piero, znajdą się bowiem odpowiedzi na pytania włoskich kibiców, które ci zadawali poprzez media społecznościowe. „Teraz, po fantastycznych doświadczeniach w roli ambasadora futbolu w Australii i Indiach, w spisanej na kartach niniejszej książki rozmowie z fanami Del Piero odkrywa sekrety swojej przeszłości, teraźniejszości, a także przyszłości, potwierdzając jednocześnie, że wciąż ma w sercu dziecięcą pasję do piłki. Bo prawdziwa miłość nie ma końca”, przeczytać można w zapowiedzi. Wszystko zostało sprytnie przemyślanie, gdyż odpowiedzi wcale nie zaburzają płynności narracji – zostały sprawnie włączone w główną część, pozostawiając jedynie krótką adnotację na marginesie dotyczącą autora pytania. Nowa książka Del Piero, podobnie jak poprzednia (192 strony), nie będzie zbyt obszerna. W jej przypadku licznik stron zatrzymał się na 208 stronach. Dla fanów Starej Damy nie powinno mieć to jednak znaczenia – książkę o takiej legendzie po prostu trzeba mieć na półce! Z racji limitowanego nakładu publikacji jest ona dostępna na LaBotiga.pl wyłącznie w okładkowej cenie 39,99 zł.

piątek, 12 października 2018

Historia pewnego marzenia

To pierwsza i jak na razie jedyna książka w pełni opisująca Narodową Zimową Wyprawę na K2 z przełomu 2017 i 2018 roku. W pozycji „Wszystko za K2. Ostatni atak lodowych wojowników” Piotr Trybalski na blisko 600 stronach opisuje nie tylko to, dlaczego kolejna próba zdobycia szczytu spaliła na panewce, ale kreśli również szerokie tło i genezę marzenia, jakim jest dotarcie na K2 zimą. Marzenia, które powoli staje się obsesją Polaków.

Trybalski nie miał łatwego zadania – choć chciał wybrać się wraz z polską ekipą pod K2 i stamtąd naocznie śledzić wydarzenia mające miejsce w Karakorum, w ostatniej chwili jego wyjazd został zablokowany. Jak opisuje autor, stało się tak na wniosek jednego z uczestników wyprawy – Rafała Froni – który przy poparciu reszty ekipy przekonał decydentów, że kolejna osoba przyglądająca się działaniu zespołu może mieć na niego negatywny wpływ. Trybalski został więc w Polsce, ale całkiem sprawnie przyszło mu opisanie kolejnych dni spędzonych przez ekipę w oczekiwaniu na atak szczytowy. Pomógł mu w tym bez wątpienia rozwój technologii – wszak informacji prosto spod K2 przekazywanych przez Internet było naprawdę sporo. Autor rozmawiał również z członkami polskiego teamu nie tylko po ich powrocie, ale także wtedy, gdy byli jeszcze w bazie. Te zapisy wystarczyły, by dosyć dokładnie przybliżyć czytelnikowi przebieg Narodowej Wyprawy, odczucia himalaistów czy przyczyny decyzji kierownictwa. „Wszystko za K2” jest jednak książką zdecydowanie szerszą tematycznie. Autor cofa się do początków polskiej wspinaczki, próbując pokazać, skąd w ogóle wzięła się polska obsesja na punkcie zdobycia K2 zimą.

Sztuka wspinania
W swojej opowieści Trybalski cofa się bardzo głęboko. Jeden z pierwszych rozdziałów poświęcił bowiem taternikowi Adamowi Karpińskiemu, który w latach 20. próbował zorganizować wyprawę na Mount Everest, a także jako pierwszy namawiał do zdobycia K2. Niestety, jak dowiedzieć można się z lektury książki, w tamtych czasach jego pomysły nie mogły trafić na podatny grunt – raz z powodu traktowania wspinaczy jako szaleńców, dwa z powodu małego doświadczenia Polaków nawet w Alpach, a trzy z racji tego, że Himalaje „zarezerwowali” dla siebie Brytyjczycy. Na kolejnych stronach publikacji autor opisuje najważniejsze postaci i osiągnięcia polskiej wspinaczki, jak przedwojenne zdobycie Nanga Devi East, wyczyny Zawady, Kukuczki czy Kurtyki. Wszystko to ma swoją przyczynę – Trybalski próbuje unaocznić, skąd wzięła się determinacja biało-czerwonych wspinaczy do zdobywania najwyższych gór zimą. Działo się tak z prostego powodu – kiedy Brytyjczycy, Włosi i inne nacje mogły bez przeszkód atakować szczyty i zapisywać się w historii himalaizmu jako pierwsi zdobywcy, Polacy nie mieli takich możliwości. Z powodu ustroju, który panował w kraju, braku świadomości, że w ten sposób można dokonać czegoś wielkiego i kilku innych przyczyn. Kiedy wspinacze znad Wisły wreszcie pojawili się w Himalajach, najważniejsze góry były już zdobyte. Polacy musieli więc znaleźć swoją specjalizację, sprawić, że świat doceni ich starania. Stąd właśnie wzięły się wyprawy na ośmiotysięczniki zimą. Stąd właśnie obsesja zdobycia K2 podczas tej pory roku, czego nie dokonał jeszcze nikt na świecie.

środa, 22 sierpnia 2018

„Moja spowiedź” Dawida Janczyka. Recenzja przedpremierowa

To do dziś jedna z największych zagadek polskiej piłki – dlaczego niezwykle utalentowany Dawid Janczyk nie zrobił takiej kariery, jaką wróżyli mu niemal wszyscy eksperci? Fani futbolu z pewnością słyszeli o jego problemach z alkoholem, ale dopiero autobiografia piłkarza pokazuje, w jak poważne popadł tarapaty. „Moja spowiedź” na półki w księgarniach trafi 19 września i z miejsca powinna stać się pozycją obowiązkową dla młodych zawodników, ich rodziców, trenerów, kibiców i całego piłkarskiego środowiska.

Śmiem twierdzić, że od czasu premiery „Spalonego”, czyli znakomitych wspomnień Andrzeja Iwana, nie było tak mocnej książki polskiego piłkarza. Różnica jest taka, że podczas gdy wieloletni piłkarz Wisły Kraków ma za sobą całkiem udaną karierę, a najpoważniejsze problemy z nałogami pojawiły się u niego dopiero po jej zakończeniu, Dawidowi Janczykowi alkohol przeszkodził w osiągnięciu czegokolwiek wielkiego. Przecież to facet, który we wrześniu skończy dopiero 31 lat, a ledwie 11 wiosen temu, gdy strzelał gole na młodzieżowych mistrzostwach świata w Kanadzie, wszyscy uważali go za największy talent w polskiej piłce. „Moja spowiedź” przynosi odpowiedź na pytanie, jak to możliwe, że w tak krótkim czasie Janczyk przeszedł drogę z nieba do piekła. Od pierwszego miliona, który zarobił, gdy miał mniej niż 21 lat, po sprzedawanie w lombardzie wszystkiego co popadnie, by mieć za co pić. Od porównań do Sergio Agüero po granie ogonów w I-ligowej Sandecji Nowy Sącz. Wreszcie – od momentu, który miał go zaprowadzić na piłkarskie salony, do walki o to, by salon w mieszkaniu na Wilanowie – jednej rzeczy materialnej, która została mu po przygodzie z futbolem – opuścić o własnych siłach. Książka napisana wraz z dziennikarzem „Super Expressu” Piotrem Dobrowolskim poraża i szokuje, a zarazem doskonale pokazuje, na jaką drogę mogą sprowadzić młodych piłkarzy łatwe pieniądze i niewłaściwe towarzystwo.

Młodzieżowy mundial i Legia
Na młodzieżowych mistrzostwach świata w Kanadzie Dawid Janczyk zdobył trzy gole. Żaden z nich nie dał zwycięstwa reprezentacji Polski, ale te trzy trafienia wystarczyły, by polskim napastnikiem zainteresował się cały piłkarski świat. „Moja spowiedź” nie mogła zacząć się inaczej niż właśnie od wspomnień dotyczących turnieju życia głównego bohatera. Janczyk ciekawie opowiada, jak trener Globisz motywował swoich podopiecznych (m.in. puszczając im muzykę… Michała Bajora), charakteryzuje kolegów (m.in. 17-letnich wówczas Krychowiaka i dowcipnisia Szczęsnego), a także przyznaje wprost, że Brazylijczycy zlekceważyli biało-czerwonych w pierwszym spotkaniu i stąd wzięło się historyczne już zwycięstwo 1:0 uzyskane w osłabieniu. Poznawanie kulis meczów na mundialu jest niezwykle wartościowe, tym bardziej, że już na pierwszych stronach można poznać imprezowy charakter Janczyka. Jak zdradza piłkarz, po wygranej z Canarinhos wraz ze swoim najlepszym kompanem Krzysztofem Królem postanowili dłużej zabawić się poza hotelem, co nie umknęło uwadze szkoleniowca. Mało brakowało, a obaj zostaliby odesłani do domów, ale ostatecznie Globisz uzależnił ujawnienie afery od awansu drużyny z grupy. Ta cała sytuacja dziś nabiera drugiego znaczenia. Czy gdyby trener młodzieżówki był bardziej surowy i odstawił od składu Janczyka, ten zdążyłby błysnąć na mundialu i trafił do CSKA Moskwa? Dziś można tylko gdybać, ale jedno można powiedzieć z pełną stanowczością – rozdział zatytułowany „Moskwa” to najciekawsza część książki. Niestety to właśnie tam rozpoczęły się problemy Janczyka…

środa, 13 czerwca 2018

Klasyczna dziesiątka: Najlepsze książki piłkarskie na mundial [Ranking]

Od nadmiaru futbolowych pozycji, które trafiły na półki w księgarniach w ostatnich dwóch miesiącach, może rozboleć głowa. Każdy wydawca przekonuje, że to właśnie po jego książkę koniecznie trzeba sięgnąć. Jak w tym wszystkim się połapać? Wybór powinien ułatwić niniejszy ranking, w którym prezentuję dziesięć piłkarskich publikacji, które skutecznie umilą czas między kolejnymi meczami mundialu w Rosji.

10. Marcin Feddek „Dekalog Nawałki. Reprezentacja Polski bez tajemnic 2013-2018” (Wydawnictwo SQN)

Zestawienie otwiera jedyna na rynku książka traktująca o całej kadencji Adama Nawałki. Marcin Feddek towarzyszył selekcjonerowi od pierwszych dni jego kadencji, dokładnie przyglądając się nie tylko kulisom meczów, ale także zamkniętym treningom kadry, na które nie miał wstępu żaden inny dziennikarz. Tak właśnie powstał „Dekalog Nawałki”, czyli skrupulatny zapis minionych pięciu lat w wykonaniu biało-czerwonych. W książce nie ma być może wielu kontrowersji, ale na pewno pozwala ona dobrze poznać sposób myślenia trenera, metody jego pracy i to, jak drużyna narodowa funkcjonuje od środka. Dlaczego więc mimo tylu pozytywów publikacja wylądowała na ostatnim miejscu zestawienia? Gdyby nie fakt, że przed mundialem w Rosji do księgarni trafiło drugie wydanie „Dekalogu Nawałki” wzbogacone o opis końca eliminacji do mistrzostw świata, pozycja  zajęłaby w rankingu wyższe miejsce. Jako że jest to zaktualizowane wznowienie, książka ląduje na miejscu 10. Dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji jej przeczytać, jest to absolutnie jedna z pozycji obowiązkowych.


9. Paweł Wilkowicz „Robert Lewandowski. Nienasycony” (Wydawnictwo Agora)

Czym przejawia się chorobliwy wręcz profesjonalizm najlepszego polskiego piłkarza? Jak na jego grę wpłynęły narodziny córki Klary? Dlaczego odrzucenie przez Legię Warszawa stało się punktem kulminacyjnym jego kariery i którego selekcjonera uważa za zdecydowanie najgorszego? Między innymi na te pytania odpowiada nowe wydanie biografii Roberta Lewandowskiego świetnie napisanej przez Pawła Wilkowicza. Ta książka udowadnia, że można napisać dobrą książkę o piłkarzu, nawet jeśli przed nim jeszcze kilka sezonów grania na najwyższym poziomie. „Nienasycony” to znakomita reporterska podróż przez miejsca, w których grał Lewy i kapitalne spojrzenie na jego umysł, charakter i usposobienie. Jeśli szukacie publikacji, która pozwoli zrozumieć Wam fenomen Lewandowskiego, koniecznie musicie sięgnąć po tę lekturę. Podobnie jak w przypadku „Dekalogu Nawałki” jedynie fakt, że przed tegorocznymi mistrzostwami świata ukazało się nowe wydanie sprawia, iż biografia w tym rankingu nie wylądowała wyżej.

środa, 30 listopada 2016

Klasyczna dziesiątka: Najbardziej niedocenione książki sportowe (Ranking)

Przyczyny bywają różne: zły moment, nie najlepiej dobrana okładka, kiepska promocja, zawalona dystrybucja, małe zainteresowanie tematem przez czytelników lub po prostu wypadkowa wszystkich tych czynników. Przypadki, w których bardzo dobre książki sportowe pozostają niedocenione przez odbiorców, nie są wcale takie rzadkie. Oto ranking dziesięciu tytułów, które w mojej ocenie powinny stać się bestsellerami, a co najwyżej zdobyły uznanie niewielkiej rzeszy czytelników.

10. James Bannon „Ja, kibic” (Wydawnictwo Ole, 2014)

W recenzji tej książki przyznałem, że dawno nie czytałem pozycji, która tak mnie wciągnęła. Tajny policjant rozpracowujący grupę chuliganów – wydaje się to idealny temat o ogromnym potencjale: zawsze aktualny, intrygujący, sensacyjny, skandaliczny. W dodatku to historia oparta na faktach, opisana naprawdę znakomicie i w kapitalny sposób charakteryzująca środowisko angielskich chuliganów. Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy premiera pozycji „Ja, kibic” przeszła bez większego echa. Owszem, książka zebrała bardzo dobre recenzje, sięgnęła po nią całkiem spora grupa czytelników (na LubimyCzytać.pl ma 174 oceny i 30 opinii), ale moim zdaniem miała potencjał na absolutny bestseller. Szkoda, że tak się nie stało, bo publikacja Jamesa Bannona to absolutnie lektura obowiązkowa każdego fana literatury sportowej! Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, koniecznie powinien nadrobić zaległości.

9. Radosław Kałużny, Mateusz Karoń „Powrót Taty” (Wydawnictwo Kopalnia, 2016)

To najmłodsza z książek w tym zestawieniu, więc w jej przypadku coś jeszcze może się zmienić. Trudno nie zauważyć jednak, że gdyby ukazała się 5-6 lat temu, wywołałaby znacznie większą burzę. Wspomnienia Radosława Kałużnego są szczerze, mocne, momentami wręcz brutalne, ale ich premiera nie odbiła się takim echem jak chociażby wydanie przez Andrzeja Iwana i Krzysztofa Stanowskiego „Spalonego” ledwie cztery lata wcześniej. Główną przyczyną było zapewne podejście czytelników, którzy – niczym nałogowcy – uzależnili się od piłkarskich wspomnień przesyconych alkoholem, hazardem i zrujnowanym życiem, w związku z czym potrzebują coraz większych dawek emocji. „Powrót Taty” je gwarantuje, ale nie jest tak szokujący, jeśli przeczytało się wcześniej kilka równie mocnych pozycji. Nie jest tak, że książka okazała się niewypałem. Wręcz przeciwnie – w obecnym zalewie publikacji sportowych rozepchała się łokciami i zajęła należne jej miejsce na liście bestsellerów. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że gdyby Kałużny zdecydował się na szczerość te kilka lat wcześniej, zrzuciłby prawdziwą bombę, która wstrząsnęłaby polskim środowiskiem piłkarskim.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Podsumowanie tygodnia #005

Jak co tydzień zapraszam na podsumowanie minionego tygodnia w formie wideo. Tym razem mam jedna zapowiedź dla fanów biegania i wspinaczki, a także jedną premierę, która Was zaszachuje! O co chodzi? Włączajcie, dawajcie łapki w górę i, przede wszystkim, subskrybujcie kanał, by być na bieżąco.

czwartek, 10 marca 2016

Książki Sportowe na YouTube. Reaktywacja

Jakiś czas temu usłyszałem od mądrej osoby, że wideo jest przyszłością mediów. Skoro tak, postanowiłem zrobić coś, by niniejszy blog podążał z duchem czasu. Mianowicie reaktywowałem konto na YouTube. Mam nadzieję, że zapału i czasu starczy na dłużej, niż za pierwszym razem...

Jeśli śledzicie fanpejdż na Facebooku, zapewne dotarliście już do zajawki nowej odsłony kanału Książki Sportowe. Tym razem w roli głównej ja, książki mogą być co najwyżej wyróżnione za rolę drugoplanową. Dla tych, którzy nie widzieli, zapowiedź, będąca jednocześnie intrem, prezentuje się tak:


Jak zapewne się domyślacie, zwiastun "nowego" zapowiada coś świeżego, czego do tej pory na kanale nie było. I faktycznie tak będzie, mam sporo pomysłów, ale ile uda się z nich zrealizować? Zobaczymy. Na razie łapcie pierwszy odcinek "Podsumowania tygodnia", które, mam nadzieję, stanie się stałym pasmem:

sobota, 28 lutego 2015

Coś się kończy, coś się zaczyna

Niedawno rozpocząłem w swoim życiu nowy rozdział. Rozdział zatytułowany: „Praca”. Nie wiem, ilu ludzi może powiedzieć o sobie, że na co dzień robi to, co kocha, ale cieszę się, że znalazłem się w tym gronie. Czas na nowe wyzwanie – książkami sportowymi zaczynam zajmować się zawodowo! I to nie byle gdzie, ale w firmie specjalizującej się w publikacjach o sporcie – wydawnictwie SQN.

Mam nadzieję, że ten wpis dla wielu osób okaże się dobrą motywacją do rozwijania zainteresowań i realizacji własnej pasji. To właśnie ona zaprowadziła mnie bowiem do miejsca, w którym aktualnie się znajduję. Gdybym w wieku jedenastu lat nie zaczął interesować się książkami sportowymi, a dziesięć lat później nie założył tego bloga, dziś nie pracowałbym w wydawnictwie. Początkowo nie sądziłem, że z pozoru tak prozaiczna rzecz, jak prowadzenie bloga, może mieć wpływ na moją przyszłość. Dziś wiem, że to dobra droga do tego, aby stać się rozpoznawalnym, wyspecjalizować się w jakiejś dziedzinie i zdobyć doświadczenie, które może okazać się kartą przetargową w rozmowie z przyszłym pracodawcą.

Kiedy jakieś półtora roku temu swoje hobby postanowiłem potraktować bardzo poważnie, regularnie zamieszczając wpisy na blogu i nawiązując współpracę recenzencką z wydawnictwami, zauważyłem pierwsze efekty moich starań. Strona stawała się coraz bardziej popularna, a oprócz fanów literatury sportowej, odwiedzali ją dziennikarze piszący o sporcie oraz wydawcy. Powoli zaczęło do mnie docierać, że blog może stać się czymś więcej niż tylko wyrazem mojej pasji. Nigdy nie traktowałem go jednak jako potencjalnego źródła dochodu, a raczej jako środek prowadzący do celu, którym było zapewnienie sobie w przyszłości pracy zbieżnej z moimi zainteresowaniami. Marzenie, początkowo tak odległe, z każdym dniem stawało się coraz bardziej realne, aż w końcu doczekało się spełnienia.

środa, 31 grudnia 2014

O roku ów!

To było niezwykle intensywne dwanaście miesięcy. Rynek książek sportowych w Polsce cały czas się rozwija, a wraz z nim rozrasta się niniejszy blog. Nie będzie chyba przesady w stwierdzeniu, że to obecnie najlepsze w Polsce źródło informacji dotyczące publikacji o sporcie. Nie ukrywam, że osiągnięcie takiego stanu rzeczy kosztowało mnóstwo pracy i wymagało poświęcenia niezliczonej liczby godzin. W tym ostatnim dniu 2014 roku warto więc podsumować, co do tej pory udało się osiągnąć.

Patrząc na to, jak blog wygląda obecnie, czuję dumę. Zakładając go w lutym 2012 roku, nie sądziłem, że tak bardzo się rozwinie. Z jego powstaniem wiąże się ciekawa historia. Być może serwis www.ksiazkisportowe.blogspot.com w ogóle by nie powstał, a Wy nie czytalibyście tych słów, gdyby nie… pewien fotoreporter opolskiej „Gazety Wyborczej”. To właśnie on wpadł na pomysł, że zaliczeniem warsztatów internetowych, które prowadził, a w których ja uczestniczyłem, będzie wykonanie kilku zadań na założonym specjalnie na potrzeby przedmiotu blogu. Długo zastanawiałem się nad jego tematyką, a właściwie nad wyborem pomiędzy polskim rapem i książkami sportowymi. Postawiłem na to drugie i dzisiaj nie żałuję tej decyzji. Mogę tylko podziękować Michałowi Grocholskiemu, że poprzez to obowiązkowe zadanie „zmusił mnie” do założenia bloga. Mimo że wcześniej chodziło mi to po głowie, być może nigdy bym się na to nie zdecydował. Skoro jednak strona już powstała i pojawiło się na niej kilka obowiązkowych wpisów, pomyślałem: „Czemu by tego nie kontynuować?”.

Początkowo pisałem wyłącznie hobbystycznie. Jak wpadł mi do głowy ciekawy temat i miałem chwilę wolnego czasu, umieszczałem wpis. Nie było w tym ani specjalnego pomysłu, ani regularności. Mniej więcej w połowie ubiegłego roku zacząłem współpracę z pierwszymi wydawnictwami, które zaczęły podsyłać mi książki do recenzji. Założyłem także fan page na Facebooku, potem konto na Twitterze. Blog zaczął się rozwijać, popularność i liczba odwiedzin zaczęły rosnąć. Zakasałem rękawy i stwierdziłem, że 2014 rok musi być taki, jak końcówka ubiegłych dwunastu miesięcy, kiedy to na blogu umieszczałem po kilkanaście postów miesięcznie. Tak też się stało, dzięki czemu ostatni tegoroczny wpis ma numer 138. Nieźle, bo w poprzednich dwóch latach uzbierało się łącznie… 112 postów. Różnica jest więc ogromna.

wtorek, 16 grudnia 2014

Pożyteczni idioci kontra biznesmen(i)

Ależ wojna, ale się dzieje! Za sprawą dwóch poniedziałkowych „tweetów” Krzysztofa Stanowskiego rozgorzała dyskusja na temat promocji publikacji sportowych. Dziennikarz nazwał pożytecznymi idiotami tych kolegów po fachu, którzy za darmo umieszczają na swoich profilach na Twitterze zdjęcia otrzymanych z wydawnictw książek. Dziś, wyrażoną w poniedziałkowy wieczór myśl, rozszerzył w cotygodniowym felietonie na portalu Weszło, co oczywiście spotkało się z kolejną falą komentarzy i jeszcze bardziej podsyciło dyskusję.

Warto przybliżyć, o co dokładnie w całej sprawie chodzi. Mimo że Stanowski nie pisze tego wprost, pisząc o „wydawnictwie X”, ma na myśli Wydawnictwo Sine Qua Non z Krakowa. Skąd ta pewność? Ano stąd, że kilkanaście dni temu zorganizowało ono akcję (o ile te działania można nazwać akcją, bo przecież SQN nie wysyła książek dziennikarzom od wczoraj), którą autor bloga Praca w sporcie nazwał następująco: „#darylosu”. Gdybyście chcieli przeczytać, jak przebiegała, wpis na ten temat znajdziecie tutaj. W dużym skrócie chodziło o przesłanie najpopularniejszym dziennikarzom sportowym paczki z najnowszymi premierami firmy z nadzieją, że ci w podzięce umieszczą zdjęcie książek na Twitterze.

Jak słusznie zauważa autor wymienionego wyżej bloga, „dzięki prostemu i ekonomicznemu (barter) rozwiązaniu – udało im się wypromować najnowsze książki sportowe, wykorzystując autorytet popularnych dziennikarzy i influencerów”. Fotografie umieścili m.in. mogący pochwalić się dużą liczbą „followersów” Paweł Wilkowicz (26,3 tys. obserwujących) oraz Żelisław Żyżyński (18,5 tys. obserwujących), a o otrzymanych książkach poinformował także Mateusz Borek (135 tys. obserwujących). No i tutaj właśnie dochodzimy do sedna sprawy. Zdaniem Stanowskiego dziennikarze nie powinni tego robić, gdyż takim działaniem „psują rynek”.

Wyraz swojemu niezadowoleniu założyciel portalu Weszło dał w poniedziałkowy wieczór, pisząc na Twitterze: „Nie mogę pojąć że dziennikarze w zamian za darmową książkę robią jej reklamę, wrzucają fotki, ekscytują się. Tak to kasy nigdy nie zarobicie. Generalnie to psucie rynku. Wydawnictwa za reklamę powinny płacić. Mają na to budżet. Ale nigdy nie będą, jeśli wystarczy dać egzemplarz”. Dalej działo się oczywiście jeszcze ciekawiej. Pojawiły się kolejne komentarze i wywiązała się gorąca dyskusja, w której udział wzięli także dziennikarze, do których swoje słowa adresował Stanowski. Warto jednak zaznaczyć, że nie atakował on Sine Qua Non, doceniając świetny ruch marketingowy wydawnictwa, a krytykował kolegów po fachu.

sobota, 13 września 2014

Dziesięć książek, które zmieniły mój sposób postrzegania sportu

Najpierw był Ice Bucket Challenge, później na wzór tej zabawy użytkownicy mediów społecznościowych zaczęli wymyślać inne akcje. Mnie najbardziej do gustu przypadła ta, w której trzeba wymienić dziesięć książek mających wpływ na twoje życie. Z racji tego, że nikt nie nominował mnie do wykonania tego zadania, postanowiłem nieco je zmodyfikować i… rzucić wyzwanie samemu sobie!
                                                                                   
Efektem tego poniższe zestawienie. Oczywiście mógłbym wymienić dziesięć publikacji, które w jakiś sposób wpłynęły na moje życie i były dla mnie lekturami przełomowymi, ale w takim rankingu musiałbym uwzględnić także książki inne niż sportowe. Myślę, że byłoby ich nawet więcej niż tych dotyczących sportu. Tematyka bloga jest dosyć jednoznaczna, więc postanowiłem zmienić to zadanie i przedstawić „10” pozycji, które zmieniły mój sposób patrzenia na sport. Myślę, że każdy z Was czytał kilka książek, po skończeniu których mecz piłkarski lub inne zawody śledził z nowym, odmiennym nastawieniem. Okazało się, że wymienienie dziesięciu takich lektur przyszło mi dosyć łatwo, choć niestety w większości przypadków zmiana postrzegania sportu wiązała się z utratą wiary w czystość rywalizacji i pogrzebaniem naiwnych, dziecięcych marzeń o idealnym świecie.

1. David Yallop „Kto wykiwał kibiców?” (Wydawnictwo DaCapo, 2002)

Kiedy sięgałem po książkę brytyjskiego dziennikarza, miałem 11, może 12 lat. To był okres dziecięcej fascynacji piłką nożną, kiedy moimi idolami byli Roberto Carlos, Raul czy kadrowicze Jerzego Engela, którzy wywalczyli awans do mistrzostw świata w Korei Południowej i Japonii. Futbol postrzegałem wtedy dosyć naiwnie, myśląc, że dla wszystkich ludzi sportu, na czele z działaczami, liczy się tylko sportowa rywalizacja i każdy z nich ma na względzie przede wszystkim dobro tej dyscypliny. Jak bardzo się myliłem, przekonała mnie po raz pierwszy pozycja „Kto wykiwał kibiców?”. Autor, opisując przekręty mające miejsce na samym szczycie piłkarskiego świata – w FIFA, uświadomił mnie, że futbolem rządzi pieniądz. Korupcja, pranie brudnych pieniędzy, związki z przestępczością zorganizowaną… Dla młodego fana sportu to był szok i choć po lekturze tej książki byłem przekonany, że źródłem całego zła w pięknym futbolowym świecie jest wyłącznie FIFA Joao Havelange’a, kolejne czytane publikacje udowodniły mi, że na podobnych zasadach mogą funkcjonować także trenerzy oraz zawodnicy…


Tę kultową już pozycję czytałem w grudniu 2003 roku, czyli w wieku 12 lat. Nie, nie mam tak dobrej pamięci, ale w książce znalazłem wyblakły paragon, na którym widnieje dokładna data jej zakupu – 22 grudnia 2003 roku, godzina 12.44. Myślę, że biografia „Kowala” nie jest odpowiednią lekturą dla ucznia szóstej klasy szkoły podstawowej, ale w końcu książki sportowe były moją pasją, więc czytałem wszystko, co pojawiało się w księgarniach. Nie powiem, wspomnienia Wojciecha Kowalczyka bardzo mi się spodobały, momentami śmiałem się do rozpuku, kiedy czytałem o zawodniku, którego głowa ugrzęzła podczas treningu między kratami ogrodzenia lub o rzuconym przez Marka Jóźwiaka telewizorze. Książka napisana była momentami wulgarnym językiem, ale specjalnie mi to nie przeszkadzało. Dobrze się bawiłem podczas czytania, ale od tego momentu na piłkarzy zacząłem patrzeć zupełnie inaczej. Nie byli już dla mnie, przynajmniej nie wszyscy, wyłącznie skrajnymi profesjonalistami, którzy dbają o swoją formę, ale stali się zwykłymi ludźmi. Takimi, którzy lubią się zabawić, napić, a na drugi dzień wyjść na boisko i pokopać piłkę. Oczywiście byłem świadomy, że nie każdy piłkarz to taki balangowicz jak „Kowal”, ale na pewno jego wspomnienia spisane przez Krzysztofa Stanowskiego pozwoliły mi po raz pierwszy tak dokładnie poznać tajemnice piłkarskich szatni. Polskich szatni, a w tych, jak wiemy, rzadko bywało nudno.