Futbol w centrum uwagi przed mundialem
Od parkietów NBA po kulisy Formuły 1
Futbol w centrum uwagi przed mundialem
Od parkietów NBA po kulisy Formuły 1
Poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko, bo "Mecz to pretekst", który również miałem przyjemność prowadzić, okazał się wielkim sukcesem.
Dokładnie cztery lata później zajmuję się nowym "dzieckiem" dziennikarskiego duetu i mogę być spokojny o jakość - to znakomity reportaż z Tanzanii, Turcji, Rwandy i Brazylii.
Janne okazał się miłym facetem, który przez cały wczorajszy dzień cierpliwie odpowiadał na pytania dziennikarzy. A miał co robić, bo zadbałem, by podczas wizyty w Warszawie się nie nudził.
Dzień Dobry TVN, Weszło, Super Express, WP/Sportowe Fakty, Przegląd Sportowy/Onet, Sport.pl, TVP Sport i Kanał Sportowy. Łatwiej byłoby wymienić duże redakcje, z którymi Janne wczoraj nie porozmawiał.
Do tego ponad 100 osób na spotkaniu autorskim i podczas podpisywania autobiografii na Targach Książki i Mediów VIVELO.
Prolog to genialna, filmowa scena z mnóstwem dialogów, której akcja dzieje się w klubowym autokarze. Kobe Bryant próbuje wymusić na Samakim Walkerze zapłatę 100 dolarów za zwycięstwo w konkursie rzutów z połowy boiska. Drużyna miała zwyczaj, że po treningu zawodnicy organizowali sobie takie właśnie zawody, a ten, komu udało się trafić, zgarniał po 100 dolarów od pozostałych.
Zapłacili wszyscy, ale dla Samakiego Walkera upór, z którym Kobe domagał się pieniędzy od niego, był śmieszny. To doprowadza do bójki, podczas której Shaq wypowiada do oponenta Bryanta następujące słowa:
Bardzo mnie cieszy, że pomimo postępującej cyfryzacji odpowiedź na to pytanie wciąż jest twierdząca, a fani sportu sięgają po kolejne książki Wydawnictwo SQN, najchętniej w tradycyjnej, papierowej formie.
SportBiz - warto tam być!
Był jednym z tych dziennikarzy, który zdecydowanie doceniał wartość literatury. Zawsze chętnie obejmował nasze książki patronatem jako fanpejdż Historia Mundiali (kopalnia niesamowitych historii poświęconych zmaganiom o mistrzostwo świata!), przychodził na organizowane przez nas wydarzenia czy spotkania oraz pisał blurby.
Etyka pracy na najwyższym poziomie
Pamiętam taką scenę z któregoś z naszych spotkań w siedzibie TVP Sport. Trwał akurat konkursów skoków narciarskich i jeden z zawodników zaliczył dość poważny upadek. Większość internetowych portali prześcigała się w pokazaniu jak najszybciej zapisu tego, jak to wyglądało, ale nie zarządzana przez Leszka strona TVP Sport. "Sprawdzamy, czy upadek nie był zbyt drastyczny, by pokazywać go odbiorcom". Zamiast medialnego wyścigu o zasięgi na pierwszym miejscu była etyka i zasady. Bardzo mi to wtedy zaimponowało i przywróciło wiarę w dziennikarskie standardy.
Jeśli jeszcze dany sportowiec, którego życie ktoś opisał, jest dość młody, to już w ogóle nie ma o czym mówić. Niektórzy w swoim radykalizmie posuwają się nawet do stanowiska, że książka o 26-latku nie może być nazywana biografią. To świętokradztwo! Tak jakby była jakaś magiczna granica, która pozwala zakwalifikować taką pozycję do szacownego grona biografii.
Zdradzę Wam tajemnicę - nikt tego nie sprawdza! Nie istnieje żadna komisja ds. biografii, który otwiera posiedzenie i debatuje:
- Dziś mamy książkę o 37-letnim Messim. Kto za uznaniem jej za biografię? Dziękuję. Kto jest przeciw? Dziękuję. Kto się wstrzymał? Dziękuję. Po podliczeniu głosów stwierdzam, że komisja wniosek o klasyfikację jako biografia zatwierdziła.
- Książka o 25-letnim Mbappe? No niee, bądźmy poważni, nie będziemy nawet otwierać głosowania.
Biografia nie równa się pełny życiorys
Czego zabrakło Januszowi
Kurczabowi?
Nie da się ukryć, że rynek literatury górskiej swój „prime time” ma już za sobą. Czasy, gdy miesięcznie ukazywało się kilka pozycji o tematyce górskiej, minęły, choć trudno określić, czy bezpowrotnie. Widać jednak wyraźnie, że po modzie na czytanie o wspinaczce nastał okres stagnacji, a nowości poświęcone alpinistom czy himalaistom nie okupują już czołowych miejsc list sprzedaży książek. Wynika to po części z faktu, że brak górskich wydarzeń, którymi żyłaby cała Polska, jak próby zimowego zdobycia K2 czy akcja ratunkowa na Nanga Parbat, a po części z wyczerpania najciekawszych tematów. „Kurczab. Szpej, szpada i tajemnice” jest na to najlepszym dowodem, bo choć główny bohater to postać legendarna i zasłużona dla środowiska górskiego, nie przebił się do powszechnej świadomości tak jak Jerzy Kukuczka, Wojciech Kurtyka, Krzysztof Wielicki, Denis Urubko czy Adam Bielecki. Janusz Kurczab nie zdobył żadnego ośmiotysięcznika, nie był kierownikiem wypraw, które obrosły legendami (choć to akurat wypada poczytywać mu za ogromną zaletę – nigdy nie był typem ryzykanta). Czy warto więc sięgnąć po jego biografię? Tak, bo rzadko się zdarza, żeby komuś udało się łączyć na wysokim poziomie karierę sportową z wyczynową wspinaczką. A Kurczab to nie tylko alpinista, ale też szpadzista, olimpijczyk z Rzymu z 1960 r., choć tak w górach, jak i na planszy, zabrakło mu czegoś, co uczyniłoby z niego postać wybitną w swoim fachu. Na pytanie, dlaczego tak się nie stało, również odpowiada ta książka.
Niebanalna historia Kurczaba
Wreszcie jest – biografia jednej z największych postaci polskiej sceny wspinaczkowej XX wieku! Twórcy tej książki mieli dostęp do bogatego osobistego archiwum Janusza Kurczaba. W efekcie dostajemy książkę ciekawą, jak ciekawe było życie jej bohatera. Koniecznie trzeba ją przeczytać.
Janusz Majer, himalaista
Los bawił się z nim okrutnie. Nakazał urodzić się w Polsce tuż przed drugą wojną światową i obdarzył nieprostą seksualnością. Obdzielił licznymi talentami, ale już we wczesnym dzieciństwie zabrał ojca i okaleczył, pozbawiając środkowego palca prawej dłoni. Janusz Kurczab – wybitny wspinacz, szef wypraw, szpadzista (olimpijczyk z Rzymu w 1960 r. i 17-krotny mistrz Polski w szpadzie), narciarz. Miłośnik Włoch, utalentowany śpiewak, ulubieniec kobiet. Autor nowych dróg w Tatrach i Alpach. Skromny, taktowny. Kopalnia wiedzy o górach, z oryginalnym podejściem do wspinania: redaktor naczelny „Taternika”, autor górskich książek, monografii i przewodników oraz tysięcy fotografii. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i wieloma nagrodami sportowymi. Niezwykle barwny człowiek, którego życiorysem można by obdarzyć kilka postaci.
A jednak, coś sprawiło, że nie wymienia się go jednym tchem z herosami złotej ery polskiego himalaizmu, jak Jerzy Kukuczka, Wanda Rutkiewicz, Krzysztof Wielicki, Andrzej Heinrich czy Wojciech Kurtyka. Wszyscy oni byli jego kolegami, z wieloma się wspinał, uczył wspinaczki. Dlaczego ten lider narodowych wypraw nie równa się sławą z Andrzejem Zawadą, kierownikiem zimowej ekspedycji na Everest? Odpowiedzi na te i inne pytania szukają autorzy pierwszej biografii Janusza „Jano” Kurczaba.
Leszek Cichy, himalaista, który z Jano był na niejednej wyprawie tak zapowiada książkę: Janusz Kurczab to obok Andrzeja Zawady i Piotra Młoteckiego jeden z trzech Wielkich Kierowników polskich wyprawa wysokogórskich ze Złotej Ery Polskiego Himalaizmu. Przed Państwem fascynująca biografia Jano z historią polskiego sportu drugiej połowy XX wieku w tle. Serdecznie polecam.
Michał Okoński, dziennikarz „Tygodnika Powszechnego” i jeden z najbardziej cenionych głosów w polskim pisarstwie sportowym, powraca z publikacją, która stanowi naturalną kontynuację i jednocześnie dojrzałe rozwinięcie jego poprzednich hitów: „Futbol jest okrutny” oraz „Światło bramki”. O ile jego debiut był pełen młodzieńczej fascynacji i bolesnego odkrywania bezwzględności sportu, a druga książka skupiała się na metafizycznym aspekcie gry i m.in. roli jednostki (bramkarza) w zespole, o tyle „Stałe fragmenty” są dziełem najbardziej osobistym i refleksyjnym. Autor nie ukrywa swojego przywiązania do Tottenhamu Hotspur, ale kibicowska pasja jest tu jedynie fundamentem, na którym wyrasta misterna konstrukcja filozoficzna. Okoński analizuje futbol nie przez pryzmat suchych wyników czy transferowych plotek, ale poprzez emocje, jakie gra wywołuje w ludziach – od euforii po głęboką melancholię.
Nawiązania do literatury, muzyki, sztuki
Książka jest zbiorem esejów i felietonów, które układają się w spójną opowieść o współczesnym sporcie rozdartym między tradycją a komercją. Autor z właściwą sobie elegancją językową prowadzi czytelnika przez stadiony Anglii, Hiszpanii i Polski, szukając w nich tego, co niezmienne – owych tytułowych „stałych fragmentów”. To one, według Okońskiego, pozwalają nam zachować tożsamość w coraz szybciej zmieniającej się rzeczywistości. W tekście znajdziemy liczne nawiązania do literatury, muzyki i sztuki, co sprawia, że „Stałe fragmenty” wykraczają daleko poza ramy literatury faktu dedykowanej fanatykom sportu. To proza gęsta, pełna trafnych metafor, w której opis meczu może płynnie przejść w rozważania o kondycji współczesnego człowieka.