Jeśli jeszcze dany sportowiec, którego życie ktoś opisał, jest dość młody, to już w ogóle nie ma o czym mówić. Niektórzy w swoim radykalizmie posuwają się nawet do stanowiska, że książka o 26-latku nie może być nazywana biografią. To świętokradztwo! Tak jakby była jakaś magiczna granica, która pozwala zakwalifikować taką pozycję do szacownego grona biografii.
Zdradzę Wam tajemnicę - nikt tego nie sprawdza! Nie istnieje żadna komisja ds. biografii, który otwiera posiedzenie i debatuje:
- Dziś mamy książkę o 37-letnim Messim. Kto za uznaniem jej za biografię? Dziękuję. Kto jest przeciw? Dziękuję. Kto się wstrzymał? Dziękuję. Po podliczeniu głosów stwierdzam, że komisja wniosek o klasyfikację jako biografia zatwierdziła.
- Książka o 25-letnim Mbappe? No niee, bądźmy poważni, nie będziemy nawet otwierać głosowania.
Biografia nie równa się pełny życiorys
