Jeśli jeszcze dany sportowiec, którego życie ktoś opisał, jest dość młody, to już w ogóle nie ma o czym mówić. Niektórzy w swoim radykalizmie posuwają się nawet do stanowiska, że książka o 26-latku nie może być nazywana biografią. To świętokradztwo! Tak jakby była jakaś magiczna granica, która pozwala zakwalifikować taką pozycję do szacownego grona biografii.
Zdradzę Wam tajemnicę - nikt tego nie sprawdza! Nie istnieje żadna komisja ds. biografii, który otwiera posiedzenie i debatuje:
- Dziś mamy książkę o 37-letnim Messim. Kto za uznaniem jej za biografię? Dziękuję. Kto jest przeciw? Dziękuję. Kto się wstrzymał? Dziękuję. Po podliczeniu głosów stwierdzam, że komisja wniosek o klasyfikację jako biografia zatwierdziła.
- Książka o 25-letnim Mbappe? No niee, bądźmy poważni, nie będziemy nawet otwierać głosowania.
Biografia nie równa się pełny życiorys
Według słownikowej definicji biografia to "opis życia postaci autentycznej". Nigdzie nie jest napisane, że biografia musi dotyczyć kogoś, kto już zamknął swój dorobek zawodowy lub odszedł na tamten świat. Są za to inne kryteria, które taka książka powinna spełniać - to "elementy analityczne, krytyczne i podsumowujące". I tyle. Nie ma granicy wieku. Książka o 35-latku? Biografia. Książka o 34-latku? No nie, nie, panie autorze, musisz pan poczekać jeszcze co najmniej dwanaście miesięcy. To tak nie działa.
Krytykujący biografie czynnych sportowców popełniają podstawowy błąd - zakładają, że książka o 26-letnim Maxie Verstappenie nie może być ciekawa, ale już o 53-letinm Davidzie Coulthardzie tak. Otóż - tajemnica numer 2 - nie ma tutaj żadnej reguły! Są dobre biografie czynnych sportowców (by wymienić tylko książki Guillema Balague o Leo Messim czy Cristiano Ronaldo) oraz zupełnie beznadziejne graczy, którzy zakończyli już swoje kariery (niech za przykład posłuży "Dziekan" Sławomira Orzoła).
To, czy dana książka jest dobra, zależy wyłącznie od autora: jego pomysłu, podejścia, reasarchu, włożonej pracy, liczby rozmów, które odbył Oczywiście autorzy, którzy biorą się za pisanie biografii czynnych sportowców, stoją przed dużo trudniejszym zadaniem (muszą być ostrożni w swoich osądach, bo nie wiedzą, jak dalej potoczy się kariera danej postaci; muszą dużo bardziej wysilić się, by napisać coś odkrywczego), ale wcale nie są z góry skazani na porażkę.
Przykłady w jedną i drugą stronę
Postawa osób krytykujących takie próby jest zrozumiała - bardzo często książki o aktywnych sportowcach są po prostu skokiem na kasę Wiele mieliśmy w przeszłości takich przykładów, z "Historią piłkarskiego geniusza" Krzysztofa Piątka na czele (na szczęście premiera tej pozycji nie doszła do skutku). To nie uprawnia jednak do torpedowania każdego tego typu pomysłu.
Tym bardziej, że książki o czynnych sportowcach mają jeden niezaprzeczalny atut - mogą stanowić świetny motywator dla młodych ludzi A to przecież oni najbardziej "jarają się" tymi, którzy aktualnie odnoszą sukcesy, jak Kylian Mbappe czy Max Verstappen. I to dziś, a nie za 10 lat, gdy obaj zakończą kariery. Wolałbym, żeby młodzież czerpała wzorce z historii sportowców, którzy dzięki ciężkiej pracy doszli na szczyt, niż Dawida Janczyka czy Grzegorza Króla, którzy przepili swój talent (chyba że traktujemy to jako przestrogę).
I niech to będzie słyszalny głos w dyskusji na temat biografii takich jak "Kylian Mbappe. Nie do zatrzymania" czy "Max Verstappen. Niepowstrzymany", które ukażą się w najbliższych tygodniach.
Okładki tych książek są absolutnie niepowiązane z tematem tego wpisu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz