poniedziałek, 26 lutego 2024

Odszedł Leszek Jarosz. Strata, z którą trudno się pogodzić...

Wciąż trudno jest mi się otrząsnąć po informacji o tym, że w sobotę odszedł Leszek Jarosz... Trudno powiedzieć, żebyśmy świetnie się znali, ale przez blisko 10 lat mojej pracy w Wydawnictwie SQN spotkaliśmy się kilka, może kilkanaście razy. Leszek zawsze znajdował czas, by zapoznać się z naszą ofertą książek sportowych, z życzliwością i autentycznym przejęciem zastanawiając się, jak można je pokazać na portalu i antenie TVP Sport. 

Był jednym z tych dziennikarzy, który zdecydowanie doceniał wartość literatury. Zawsze chętnie obejmował nasze książki patronatem jako fanpejdż Historia Mundiali (kopalnia niesamowitych historii poświęconych zmaganiom o mistrzostwo świata!), przychodził na organizowane przez nas wydarzenia czy spotkania oraz pisał blurby.

Etyka pracy na najwyższym poziomie

Pamiętam taką scenę z któregoś z naszych spotkań w siedzibie TVP Sport. Trwał akurat konkursów skoków narciarskich i jeden z zawodników zaliczył dość poważny upadek. Większość internetowych portali prześcigała się w pokazaniu jak najszybciej zapisu tego, jak to wyglądało, ale nie zarządzana przez Leszka strona TVP Sport. "Sprawdzamy, czy upadek nie był zbyt drastyczny, by pokazywać go odbiorcom". Zamiast medialnego wyścigu o zasięgi na pierwszym miejscu była etyka i zasady. Bardzo mi to wtedy zaimponowało i przywróciło wiarę w dziennikarskie standardy.

To właśnie dzięki Leszkowi zaliczyłem telewizyjny debiut (występ w programie TVP Sport, gdzie oczywiście opowiadałem o książkach sportowych) i mimo ogromnego smutku jakimś pocieszeniem jest fakt, że dzięki moim namowom udało się doprowadzić do wydania dwóch tomów Historii Mundiali. Przy okazji każdej wizyty, już po zaprezentowaniu planów wydawniczych na najbliższy czas, zadawałem to samo pytanie: Kiedy w tej prezentacji będziemy mogli z dumą pokazać książkę Leszka Jarosza o mistrzostwach świata? Nie miałem żadnych wątpliwości, że będzie to kapitalna lektura. Po kilku latach projekt zmaterializował się w postaci dwutomowego dzieła i chociaż sam zdążyłem już zapomnieć o moim uporczywym nagabywaniu, to Leszek wręcz przeciwnie - umieścił moje nazwisko w podziękowaniach. To było niezwykle miłe i bardzo w Jego stylu.

Obserwuj z góry kolejne mundiale

Ostatni raz widzieliśmy się w ubiegłym roku na Targach Książki na Stadionie Narodowym. Widać było w Leszku radość ze spotkania z czytelnikami jego książek. Jeszcze 16 lutego cieszył się z kolejnego zwycięstwa w plebiscycie Sportowa Książka Roku, w pełni zasłużonego. Dziś nie ma już go z nami. Życie nie jest sprawiedliwe... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz