Niezbyt często sięgam po naukowe
książki o tematyce sportowej, gdyż prawie zawsze mam wrażenie, że ich autorzy
piszą o rzeczach prostych, wręcz banalnych, w sposób niezwykle skomplikowany,
używając wielu niezrozumiałych dla mnie słów. Tematyka sportu w telewizji
zawsze mocno mnie interesowała, więc mimo obaw postanowiłem przeczytać tę dość
sporą objętościowo książkę. Oczywiście język jak zwykle sprawił mi nieco trudności, lecz oceniając tę pozycję całościowo, uważam, że "Telewizyjne imperium sportowe" Andrzeja Ostrowskiego to bardzo dobra książka.
Ogrom pracy, jaką wykonał Andrzej
Ostrowski, wręcz zadziwia. Aż trudno uwierzyć, że wykonał ją samodzielnie: przeprowadził badania, obejrzał wiele godzin transmisji sportowych i w sposób
naukowy spróbował wyjaśnić zjawisko, jakim jest transmitowanie sportu w
telewizji. Ogromny nakład pracy zdecydowanie się opłacił, gdyż dostajemy
dopieszczone i znakomicie uargumentowane dzieło, które z pewnością może
przysłużyć się studentom dziennikarstwa sportowego.
Trudne słowa
Język, jakiego autor użył w tej
książce, nie należy do łatwych. Jest on bardzo naukowy - wynotowałem ponad 50 słów, które
wprawiły mnie w zakłopotanie i dla osób, które nie miały wiele wspólnego
ze studiowaniem filologii słowiańskiej czy też kierunków pokrewnych, mogą
wydawać się trudne. Wypiszę tylko niektóre z nich, aby zobrazować, co mam na myśli: uzus,
symulakrum, genologii, szwenk, dystrakcja, rober, asertoniczność, eponizm, reranie,
profesjoklety, anakolut, taksonizm. Większość z tych słów nawet mój edytor
tekstowy podkreśla na czerwono. Wiedziałem jednak, na co się piszę, zasiadając do lektury - widocznie tak musi być i już.
Czy współcześni komentatorzy są słabi?
Właściwa tematyka książki rozpoczyna się
w zasadzie od rozdziału drugiego. Pierwszy to teoretyczne rozważania, które można było zamknąć w jednym zdaniu. Wiadomo jednak, że opracowania naukowe rządzą się swoimi prawami i potrzebne jest w nich dłuższe wprowadzenie do tematu. Dopiero od rozdziału drugiego poznajemy historię telewizyjnych
transmisji sportowych. Dowiadujemy się między innymi, że pierwsza z nich została
przeprowadzona z igrzysk olimpijskich w Berlinie w 1936 roku, niestety z
pominięciem naszego kraju i z zastrzeżeniem, że nie była to transmisja bezpośrednia.
W Polsce czekano z pierwszą sportową relacją telewizyjną aż do roku 1951. Pierwsza
w Polsce transmisja „na żywo” odbyła się dopiero w roku 1957. Autor bardzo
fachowo podszedł do tematyki związanej z dziennikarzami sportowymi, przybliżając
czytelnikom nazwiska komentatorów, którzy relacjonowali wydarzenia sportowe w
telewizji, począwszy od lat 50., aż do lat
80.