Pokazywanie postów oznaczonych etykietą andrzej strejlau. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą andrzej strejlau. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 listopada 2018

Listopadowe premiery (cz. 1)

Święta coraz bliżej, więc nic dziwnego, że na rynku książek sportowych spore ożywienie. Wydawnictwa na początek listopada przygotowały dużo dobrego, przede wszystkim dla fanów futbolu. Co ciekawe jednak, nie zabraknie propozycji dla różnych czytelników – dojrzałych, młodych, lubiących historię, ale też dobry wywiad. Będzie w czym wybierać!

Książką, która zapowiada się najciekawiej, jest z pewnością autobiografia Andrzeja Strejlaua zatytułowana „On, Strejlau”. Ta pozycja przez Wydawnictwo SQN była zapowiadana już trzy lata temu, ale dopiero 14 listopada wspomnienia asystenta legendarnego Kazimierza Górskiego trafią ostatecznie do sprzedaży. Współautorem publikacji jest Jerzy Chromik, słynący ze znakomitych wywiadów dziennikarz TVP Sport. Nic dziwnego, że książka przybrała formę wywiadu-rzeki, podobnie zresztą jak pierwsze dzieło trenera Strejlaua, wydane w latach 90. przy współudziale Andrzeja Persona (zatytułowane po prostu „Autobiografia”). „Wyrusz w fascynującą podróż przez życie trenerskiej legendy!” zachęcają wydawcy, przekonując, że w nowej publikacji polski naczelny ekspert piłkarski zdradzi sporo kulis: „Rodzinne losy, kulisy sukcesów drużyny Kazimierza Górskiego, korupcja w futbolu i podłoże konfliktu z Jackiem Gmochem – nie tylko o tym opowiada z charakterystyczną dla siebie swadą. To czyta się tak, jakby się słuchało kolejnego komentowanego przez niego meczu!”, przeczytać można w opisie. To wszystko, a także wiele więcej, ten osobliwy duet zawarł na 352 stronach, za które czytelnikowi przyjdzie zapłacić 39,99 zł. Taka przynajmniej kwota widnieje na okładce publikacji, bo w przedsprzedaży na LaBotiga.pl książkę można znaleźć już 15% taniej, za 37,99 zł w wersji z autografem lub za okrągłe 69 zł w ekskluzywnym wydaniu ograniczonym do 300 numerowanych egzemplarzy, z twardą oprawą w kolorze marynarki Andrzeja Strejlaua i autografami obu autorów. Opcji do wyboru jest wiele, ale żaden szanujący się kibic piłkarski nie powinien mieć wątpliwości, że książka musi stać się jego pozycją obowiązkową!

Podobnie jest zresztą z kolejną piłkarską nowością tego miesiąca. Tego samego 14 listopada do księgarni trafi bowiem biografia „Terlecki. Tragiczna historia jednego z najlepszych piłkarzy w Polsce”. Autorem publikacji opowiadającej o życiu reprezentanta Polski jest Piotr Dobrowolski, doskonale znany kibicom z głośnych wspomnień Dawida Janczyka „Moja spowiedź”, których był współautorem. Teraz dziennikarz „Super Expressu” postanowił porozmawiać z ludźmi i rodziną lewoskrzydłowego, który mimo ogromnego talentu z różnych przyczyn nie zrobił takiej kariery, jaką mu wróżono, i odszedł w zapomnieniu w grudniu ubiegłego roku. „Niezwykły talent, wrażliwość i tajemnica niespełnionych nadziei” – w ten sposób książkę zapowiada Wydawnictwo Harde, związane z „Super Expressem”. W dosyć enigmatycznym opisie można przeczytać, że autor, pracując nad biografią, porozmawiał m.in. z Grzegorzem Lato, Włodzimierzem Żmudą czy Jackiem Gmochem, a jego dzieło skupia się przede wszystkim na „ostatnich latach życia Stanisława Terleckiego (…) polskiego piłkarza, reprezentanta Polski grającego na pozycji napastnika lub pomocnika”. Z informacji pochodzących od osób, które czytały już książkę, wynika, że będzie to mocna pozycja. Na ile tak się stanie, przekonać się będzie można, wysupłując z portfela 39,99 zł. Przynajmniej taka kwota widnieje na okładce liczącej 244 strony pozycji, bo w przedsprzedaży na LaBotiga.pl można ją zamówić już za 29,60 zł. Warto dodać, że to nie pierwsza biografia Stanisława Terleckiego, która trafia na półki. W 2006 roku piłkarz wraz z Rafałem Nahornym (wówczas „Przegląd Sportowy”, dziś NC+), wydał wspomnienia zatytułowane „Pele, Boniek i ja”.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Wydało się: Jan Tomaszewski „Kulisy reprezentacyjnej piłki” (1991)

W ostatnich latach ukazało się sporo autobiografii, w których piłkarze szczerze pisali o wszystkim, o czym dotychczas nie wiedzieli kibice. Jednym z pierwszych zawodników, który bez ogródek napisał o kulisach swojej kariery, był „Człowiek, który zatrzymał Anglię" – Jan Tomaszewski. Swoje wspomnienia zatytułowane „Kulisy reprezentacyjnej piłki” wydał już w 1991 roku.

Choć jeszcze w czasach PRL-u ukazało się kilka książkowych wspomnień piłkarzy czy trenerów (Boniek, Górski, Gmoch), żadna z tych pozycji nie ujawniała całej prawdy o polskim futbolu. Biorąc pod uwagę panujący wtedy ustrój, jest to całkowicie zrozumiałe. Nikt nie chciał narażać się nie tylko wszechmocnym działaczom, ale też krajowym władzom, gdyż groziło to poważnymi konsekwencjami. Dopiero po zmianie ustroju sportowcy stali się bardziej szczerzy, ujawniając całą prawdę o tym, jak tak naprawdę wyglądał sport na najwyższym poziomie. W 1991 roku na wydanie autobiografii zdecydował się Jan Tomaszewski. W książce „Kulisy reprezentacyjnej piłki" stawia wiele zarzutów pod adresem piłkarskich działaczy, a także przedstawia w nie najlepszym świetle kilka postaci związanych z reprezentacją Polski. Nikogo specjalnie nie powinno to dziwić, gdyż były bramkarz należał do grona zawodników, którzy zawsze mieli dużo do powiedzenia. Potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że dziś ten „Orzeł Górskiego" kojarzony jest przede wszystkim jako nadworny krytyk polskiej rzeczywistości piłkarskiej.

Jak sugeruje tytuł, autor książki skupia się w niej przede wszystkim na swojej przygodzie z kadra narodową. Po krótkim wstępie, w którym Tomaszewski dokonuje podsumowania swojej kariery i zaznacza: „Podaję tu tylko zaistniałe fakty. Wyciąganie wniosków pozostawiam Czytelnikom", były bramkarz przechodzi do rozdziału pod tytułem „Jak to w klubach bywało...". Na kilku stronach porównuje organizację klubów w Polsce do tego, co spotkał za granicą. Tomaszewski jest uprawniony do tworzenia takich analiz, gdyż występował w kilku polskich zespołach (Legia Warszawa, ŁKS, Śląsk Wrocław, Gwardia Warszawa), a także, pod koniec swojej kariery, w zagranicznych drużynach – belgijskim Beerschot i hiszpańskim Hércules Alicante. Jak można się domyślać, porównanie nie wypadło zbyt korzystnie dla Polski. W pierwszym rozdziale „Człowiek, który zatrzymał Anglię" wspomina o wielkiej roli, jaką w podnoszeniu poziomu sportowego polskiej piłki odegrał Kazimierz Górski, a także pisze o kilku niespełnionych talentach, takich jak Dariusz Marciniak z Widzewa Łódź czy Mirosław Pękala z Lechii Gdańsk. Wszystko to jest krytyczną analizą przyczyn kiepskiego stanu rodzimego futbolu, co potwierdza, że już przed ponad 20 laty Jan Tomaszewski miał skłonności do ostrego oceniania piłkarskiej rzeczywistości.

czwartek, 31 grudnia 2015

Ach, co to był za rok!

Gdyby ktoś dwanaście miesięcy temu powiedział mi,
że w 2015 roku będę miał okazję poznać najlepszego piłkarza
świata i jednego z idoli dzieciństwa, popukałbym się w głowę.
A jednak marzenia się spełniają!
To już sylwestrowa tradycja, której pozostaję wierny od trzech lat. Ostatniego dnia każdego roku publikuję wpis będący podsumowaniem minionych dwunastu miesięcy. Jaki był 2015? Niezwykły, naprawdę. Zarówno jeśli chodzi o rynek książek sportowych, jak i moją zawodową karierę. Choć w zasadzie słowo „kariera” śmiało mógłbym zastąpić innym: „hobby”.

Tak się pięknie złożyło, że dziś z dumą mogę przyznać: robię to, co lubię i jeszcze mi za to płacą! Coś, co dwanaście miesięcy temu wydawało się jedynie piękną wizją, teraz jest już rzeczywistością. Nie wiem, ilu z Was wykonuje ulubiony zawód lub działa w branży, w której praca była Waszym marzeniem, ale jeśli znajdą się takie osoby, to z pewnością będą wiedziały, o co mi chodzi. Nie ma nic lepszego niż wstawanie każdego dnia z ekscytującą myślą, że przed Tobą nowe wyzwanie. Nie obowiązek, nie zadanie, ale właśnie wyzwanie, doświadczenie, którego pragniesz. Nawet kiedy pojawia się długa lista rzeczy do zrobienia i w pewnym momencie masz wszystkiego dosyć, na końcu zawsze pojawia się najważniejsze: satysfakcja. To właśnie ona sprawia, że wiesz, iż jesteś odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu.

Jak zapewne wiecie, na początku roku rozpocząłem współpracę z Wydawnictwem Sine Qua Non z Krakowa. Pisałem o tym szerzej w tym wpisie i muszę przyznać, że nie spodziewałem się aż tak pozytywnych reakcji czytelników. Było mnóstwo gratulacji, co może tylko cieszyć. I mobilizować do ciężkiej pracy nie tylko mnie, ale też wszystkich, którzy chcą spełniać swoje marzenia. Jak widać – można, trzeba tylko chcieć i próbować. Mogę tylko podziękować chłopakom z SQN za ogromne zaufanie, którym od początku mnie obdarzyli. Początkowo byłem przerażony, ale kiedy dziś patrzę na te dwanaście miesięcy, czuję dumę. Wiem, że przeszedłem długą drogę i wiele się nauczyłem. Przeżyłem też mnóstwo wspaniałych przygód. Jakich? Pozwólcie, że wymienię:

piątek, 22 marca 2013

O klubie znanego kabareciarza i ojca najlepszej tenisistki świata


Pasjonat sportu. Tak z powodzeniem można określić Cezarego Hince. Autor książki "Piłkarski AZS. Historia, mecze i piłkarze AZS AWF Biała Podlaska" wydał swoje dzieło pomimo braku wsparcia za strony uczelni i sponsorów. Pozycja w limitowanym nakładzie 300 egzemplarzy z pewnością stanie się wkrótce białym krukiem na rynku wydawnictw o sporcie. Jak wyglądały prace nad książką? Co było najtrudniejsze? Dlaczego warto kupić tę pozycję? O tym wszystkim mówi autor dzieła w wywiadzie, zapraszam do czytania.

- Co Pan poczuł, kiedy fizyczna wersja książki trafiła w końcu w pańskie ręce? To była satysfakcja, radość czy może ulga, bo udało się wszystko doprowadzić do szczęśliwego finału?

Otrzymanie książki w wersji gotowej oznaczało dla mnie przejście do etapu dystrybucji. Oczywiście satysfakcja pojawiła się momentalnie, a towarzyszyła jej myśl, że oto jest wreszcie kilkanaście pokaźnych paczek na jeden znany temat.

- Pozycję udało się wydać, ale jedynie własnym sumptem. To chyba smutne, że nawet AWF, którego historię Pan opisuje, nie był skłonny w żaden sposób wesprzeć wydawnictwa?

Kiedy prawie trzy lata temu zaczynałem pisanie tekstu do książki, to sądziłem, że kwestią czasu będzie pozyskanie kilku sponsorów mogących pomóc w jej wydaniu. Gdy natomiast w ubiegłym roku zacząłem ich szukać, to szybko przekonałem się, że ze sprawą wydania monografii o AZS-ie zostałem sam. Z drugiej strony, robiąc to samodzielnie, pozostałem osobą niezależną i wolną w decyzjach, co sobie bardzo cenię.