Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ernest wilimowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ernest wilimowski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Wydało się: Rafał Paśniewski „Drużyna marzeń” (2011)

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to, kto był najlepszym piłkarzem w historii polskiego futbolu. Dla jednych będzie to Ernest Wilimowski, dla innych Gerard Cieślik, a dla jeszcze innej grupy kibiców – Kazimierz Deyna. Stworzenie zespołu składającego się z obiektywnie najlepszych graczy w dziejach rodzimej piłki też nie było zadaniem łatwym, ale autorowi książki „Drużyna marzeń” z 2011 roku wyszło to całkiem nieźle.

Pozycja, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Baobab, to klasyczny album. Twarda oprawa, kredowy papier, duża liczba zdjęć, niezbyt obszerne teksty. „Drużyna marzeń” to przede wszystkim coś dla oka – ładnie wydana publikacja zawierająca opowieści o 26 piłkarzach i jednym trenerze. Jej autor, Rafał Paśniewski, w krótkim wstępie do książki pisze: „Oto szeroka kadra Polski wszech czasów, drużyna marzeń. Wybór poparty osiągnięciami tych największych, ale wciąż subiektywny. Ilu bowiem trenerów, znawców czy fanów tej wspaniałej dyscypliny sportu, jaką jest piłka nożna, tyle możliwych konfiguracji reprezentacji Polski”. Trudno nie zgodzić się z autorem, ale też nie sposób zaprzeczyć, że osoby, które wybrał, po prostu musiały znaleźć się na podobnej pozycji.

Czyje sylwetki znajdzie w niej kibic, który zdecyduje się po nią sięgnąć? Na ławce trenerskiej nie ma zaskoczenia – Kazimierz Górski to trener dla Polaków legendarny, więc każdy inny wybór w przypadku funkcji szkoleniowca byłby niezrozumiały. Dalej też nie ma większego zaskoczenia. W książce znajdują się sylwetki wszystkich postaci, które w powszechnej opinii uważane są za najlepszych polskich piłkarzy w historii. Dominują przede wszystkim „Orły Górskiego”, ale nic dziwnego – złoty i srebrny medal olimpijski, a także trzecie miejsce na mistrzostwach świata w RFN to do dziś największe osiągnięcia w dziejach rodzimej piłki kopanej. W albumie znalazło się jednak miejsce dla piłkarzy z innych okresów – jest Ernest Wilimowski, Gerard Cieślik, Stanisław Oślizło, Zbigniew Boniek czy Jerzy Dudek. Nie brakuje więc idoli wielu pokoleń.

piątek, 19 czerwca 2015

Andrzej Gowarzewski: „Wszystko, co ludzie wiedzą o Wilimowskim, jest nieprawdą” (Wywiad)

Absolutny rekordzista, jeśli chodzi o napisane książki sportowe. Twórca, pomysłodawca, autor i wydawca encyklopedii piłkarskiej FUJI, która na rynku ukazuje się już od blisko ćwierćwiecza. Bezkompromisowy, mówiący zawsze to, co myśli, przez co mający tyle samo wrogów, co wyznawców. Jego praca rzadko jest doceniana przez środowisko, ale z jego zdaniem liczyć musi się każdy. Zapraszam na długo wyczekiwany wywiad z Andrzejem Gowarzewskim.

- Najnowszy tom encyklopedii piłkarskiej FUJI to już 76. publikacja wydawnictwa GiA. Nie byłoby tych wszystkich książek, gdyby nie archiwum, które zaczął Pan prowadzić kilkadziesiąt lat temu. Jak to się zaczęło?

W moim życiu archiwum wydawało się ostatnią rzeczą, którą chciałbym tworzyć. Studiowałem architekturę i podobało mi się w niej wszystko, oprócz jednego – siedzenia przy rajzbrecie. Kiedy rozpocząłem studia dziennikarskie, dostałem etat w redakcji „Sportu” w Warszawie, wiedziałem, że nie potrzebuję niczego więcej. To nie był przypadek. Już w 1959 roku, mając 13 lat, wygrałem dziennikarski konkurs harcerskiej gazety „Świat Młodych”. Pochwaliłem się tym nawet w 47. tomie, bo można powiedzieć, że mam udokumentowane 56 lat pracy dziennikarskiej. Jak zaczynałem robotę w tej branży, to zajmowałem się reportażem społecznym. W "Sporcie” nie było jednak na to zbyt dużo miejsca, poza tym nie zarobiłbym na tym tyle, ile na etacie dziennikarza sportowego. Czułem się reporterem, cały czas chciałem się w to bawić, bo miałem ambicje być dobrym dziennikarzem.

- Pańskie ambicje zostały jednak zgaszone, kiedy został Pan wyrzucony ze „Sportu”, o czym opowiadał jakiś czas temu w programie Patryka Mirosławskiego „As Wywiadu”.

Po sześciu latach pracy, razem ze Stefanem Riedlem wymyśliliśmy, że akredytujemy się na igrzyska olimpijskie w Montrealu. Dostaliśmy akredytację, wzięliśmy bezpłatny urlop i polecieliśmy do Kanady. Aby na to zarobić, po igrzyskach pracowaliśmy tam kilka tygodni, ale kiedy wróciliśmy do kraju, okazało się, że wyrzucono nas z redakcji. Uzyskaliśmy zgodę na wyjazd redaktora naczelnego, a rzekomo powinniśmy mieć zgodę dyrektora wydawnictwa, co było ewidentnym przekrętem. Sądziłem się, po roku wygrałem sprawę, ale do „Sportu” nie chciałem już wracać. Stwierdziłem, że moja noga więcej tam nie postanie. Kosztowało mnie to wilczy bilet w śląskiej prasie…

- Na życie jakoś trzeba było zarabiać… Czym się Pan zajął?

Nie powiem, że utrzymywali mnie znajomi cinkciarze, ale w tamtym czasie na pewno mi pomogli. Kiedy dowiedzieli się, że zostaliśmy wyrzuceni z redakcji „Sportu”, pozwolili nam zarabiać. Jeździłem samochodem z Katowic do Krakowa, tam na Czarnowiejskiej przed Peweksem spotykałem się z ustawionymi ludźmi. Ja przywoziłem kasę, oni ją wymieniali na dewizy i bony, zgodnie z potrzebami moich „pracodawców”. To była cała robota, na której zarabiałem pięć razy więcej niż w „Sporcie”.

wtorek, 21 października 2014

Dominik Wierski: „Moralność polskiej piłki długo kojarzona była z obrazem zawartym w »Piłkarskim pokarze«” [Wywiad]

Fot. zbiory prywatne Dominika Wierskiego
Na początku września nakładem Wydawnictwa Naukowego Katedra ukazała się książka „Sport w polskim kinie 1944-1989”. Dominik Wierski (na zdjęciu) postanowił zająć się tematem, który dotychczas nie doczekał się szerszego opracowania, czego efektem liczące ponad 500 stron dzieło. O pracach nad publikacją, a także polskiej kinematografii – zarówno tej dawnej, jak i najnowszej – autor opowiada w wywiadzie dla bloga.

- Z pańskiej notki biograficznej wynika, że interesuje się Pan "filmem polskim i amerykańskim oraz historią sportu". Można powiedzieć, że najnowsza z pańskich publikacji jest syntezą obu zainteresowań?

Zgadza się, choć przyznam, że zawsze nieco nieufnie podchodziłem do sportu w filmie fabularnym. Dotyczyło to zwłaszcza przedstawienia w kinie mojej ukochanej dyscypliny sportu – piłki nożnej. Sport widziany oczyma filmowców wydawał mi się często sztuczny i pozbawiony dramaturgii – nadawanej, na przykład w filmach amerykańskich, w sposób schematyczny i nachalny. Od dawna wszakże bardzo ceniłem wiele filmów dokumentalnych o sporcie, zagranicznych i polskich. Pomyślałem, że czas, by spróbować opisać zagadnienie i skoncentrować się na Polsce – wszak mamy zarówno fascynującą historię sportu, jak i kina.

- Końcowy efekt tego postanowienia mogliśmy poznać 8 września, kiedy ukazała się pańska książka. Jak długo pracował Pan nad tą pozycją?

Praca nad tekstem – najpierw rozprawy doktorskiej, później książki – nie trwała jakoś szczególnie długo, była jednak bardzo intensywna. Nie chodziło bowiem tylko o oglądanie filmów i pisanie na ich temat, ale też o docieranie do źródeł, łączenia treści filmów z rzeczywistością pozafilmową lat 1944-1989. Mogę chyba powiedzieć, że udało mi się narzucić sobie odpowiednią dyscyplinę w pracy, która w połączeniu z entuzjazmem i opieką promotora mojego doktoratu, prof. Piotra Zwierzchowskiego, przyniosła końcowy efekt w postaci wydanej przez WN Katedra książki.

sobota, 9 lutego 2013

O skomplikowanych relacjach polsko-niemieckich w kontekście piłkarskim

Uwielbiam książki historyczne. Może nie typowo historyczne, ale te łączące w sobie sport i historię czytam z największą przyjemnością. Jeśli w dodatku taka publikacja napisana jest ciekawie i dotyczy w dużej mierze regionu, w którym mieszkam – Śląska, to nie pozostaje nic innego jak tylko zagłębić się w jej treść. Taką właśnie książką jest „Czarny orzeł, biały orzeł. Piłkarze w trybach polityki” Thomasa Urbana.

Mimo że powyższa pozycja ukazała się w czerwcu ubiegłego roku, zamówiłem ją niedawno w Księgarni Kibica Sendsport wraz z kilkoma innymi książkami. Niestety, publikacji niemieckiego dziennikarza próżno szukać w sieciowych księgarniach czy empikach. Wielka szkoda, gdyż nie brakuje tam pozycji dotyczących sportu, których poziom pozostawia wiele do życzenia, a gdy już trafi się prawdziwa perełka wśród wydawnictw, to zazwyczaj trzeba jej szukać gdzie indziej. Wytrawny czytelnik nie powinien jednak mieć problemu z dotarciem do alternatywnych źródeł pozyskiwania wartościowych książek.