sobota, 12 kwietnia 2014

„Nie ma sensu wmawiać światu, że Deyna był postacią krystaliczną” – wywiad z Wiktorem Bołbą

Za kilka dni do sprzedaży trafi trzecia już biografia legendy polskiej piłki nożnej, Kazimierza Deyny. Pozycja „Deyna. Geniusz futbolu, książe nocy” ma być pierwszą książką, z której czytelnicy dowiedzą się, jakim człowiekiem poza boiskiem był „Kaka”. Jej autor – Wiktor Bołba – współpracuje także przy powstawaniu publikacji o innej wybitnej postaci warszawskiej Legii, Lucjanie Brychczym. Kustosz muzeum stołecznego klubu w wywiadzie dla bloga opowiada o obu książkach, zapowiadając… kolejną.

- „Deyna. Geniusz futbolu, książe nocy” to już trzecia, po książkach "Deyna" Stefana Szczepłka i "Kaka. Chłopak ze Starogardu" Wiesława Wiki, pozycja o tym piłkarzu. Czym pańska biografia będzie różnić się od poprzednich?

Wszystkim. Dlaczego? By to wyjaśnić, posłużę się cytatem z Aleksandara Vukovića, który w słowie wstępnym napisał: „Ten obraz jest z pewnością bardziej prawdziwy niż to, co do tej pory o Deynie czytaliście”.

- Często powtarza się, że o zmarłych powinno mówić się tylko dobrze albo wcale. Co spowodowało, że zdecydował się Pan przedstawić Kazimierza Deynę takim, jakim rzeczywiście był – z wszystkimi słabościami i wadami?

Ponieważ bardzo poważnie i rzetelnie postanowiłem przedstawić i przybliżyć czytelnikowi postać człowieka, wielkiego sportowca, podziwianego i nienawidzonego przez tłumy. By to uściślić, moja książka jest czymś w rodzaju dokumentu, w dodatku o człowieku, którego kultu jestem wielkim propagatorem. Mogę śmiało powiedzieć, że mając ogromną wiedzę na temat jego życia, chciałem być przede wszystkim uczciwy. Mówienie o tym, że o zmarłych… To jest wbrew praktyce dziennikarskiej. Czy ktoś w takiej sytuacji kiedykolwiek napisałby słowo o Hitlerze czy Stalinie? Przecież o nich nie da się napisać dobrze, a jednak powstało wiele publikacji na ich temat.

- Do kogo udało się Panu dotrzeć podczas prac nad książką? Kogo wypowiedzi o Kazimierzu Deynie można w niej znaleźć?

Ponieważ materiał gromadziłem od wielu lat, dotarłem praktycznie do wszystkich bardzo ważnych osób w jego życiu. W tekst są wplecione ich autentyczne wypowiedzi. Niestety wielu z nich nie ma już wśród nas.

- Łatwo było nakłonić ludzi do tego, żeby opowiedzieli o historiach, które mogą przedstawić Kazimierza Deynę w niezbyt korzystnym świetle?

Co znaczy: „w niezbyt korzystnym świetle”? Wszystko się we mnie buntuje, gdy widzę, jak odżywają mali cenzorzy. To się nadaje, tamto się nie nadaje... Zacznijmy od małżeństwa. Niezbyt udane – ludzkie. Sięgniecie po alkohol – ludzkie. Zaliczanie coraz to nowych panienek – ludzkie. Delikatnie mówiąc, wszyscy – czy to Kazimierz Deyna, ja, Pan – mamy swoje wady i słabości. Najgorsze jest to, że niektóre z osób, które o nich wiedzą, nie potrafią powiedzieć tego otwarcie, tylko plotkują za plecami. Tak jest z Kazimierzem Deyną. Wielu jego niby kolegów „obrabia mu tyłek”, rozprawiając o nim przy piwie w towarzyskich pogadankach, ale nie mając odwagi powtórzyć tego publicznie. Owszem, Kazimierz Deyna był ikoną sportu, ale był też normalnym facetem z ludzkimi słabostkami. I nie ma sensu wmawiać światu, że był postacią krystaliczną.

- Deyna jest dla kibiców warszawskiej Legii legendą. Nie obawia się Pan, że książka ukazująca także jego słabości może nie zostać przez wszystkich sympatyków klubu dobrze przyjęta?

Istotą dziennikarstwa jest wiedzieć dużo. Jeżeli wiemy bardzo mało, nie piszemy. Stwierdziłem, że w wielu opisach o Kazimierzu Deynie jest sporo luk, są niedopowiedzenia, dlatego postanowiłem owe luki uzupełnić. A że z lektury wynika, że nie był aniołem… Czy musiał nim być?

- Jak wynika z artykułu, który swego czasu pojawił się na stronie „Piłki Nożnej”, współpracy przy książce odmówił chyba Jan Małkiewicz?

Wyjaśnijmy może najpierw, czy ktoś prosił Janka o jakąś wielką współpracę? Z całym szacunkiem, ale on nie był bliskim kumplem Kazika. Współpracować to ja mogłem ze Żmijewskim i Nowakiem, jego najbliższymi kompanami. Owszem, spotkaliśmy się, ponieważ chciałem, by opowiedział mi o czasach, kiedy obydwaj grali w reprezentacji Polski juniorów. Tym bardziej, że w meczu, w którym Kazik debiutował w koszulce z białym orłem, po przerwie zastąpił go właśnie Małkiewicz.

- "Deyna. Geniusz futbolu, książę nocy" będzie więc książką bardziej o Deynie-piłkarzu czy Deynie-człowieku? Proporcje między sportową karierą a życiem prywatnym będą wyważone czy któregoś z tych elementów w książce jest więcej?

Ponieważ Kazimierz Deyna był wielkim piłkarzem, zdecydowanie więcej jest treści o jego karierze zawodniczej. Może zabrzmi to kokieteryjnie, ale jeszcze nikt w Polsce tak dokładnie, jak to jest w mojej książce, nie opracował angielskiej i amerykańskiej części kariery Deyny. Informacje tam zawarte są efektem benedyktyńskiej pracy Roberta Piątka, zajmującego się redakcją książki.

- 16 kwietnia do księgarni trafi więc biografia Deyny, a już niespełna miesiąc później kibice będą mogli zapoznać się z książką o Lucjanie Brychczym, której Pan jest współautorem. Pozycja "Kici" będzie klasyczną autobiografią czy to opowieść o żywej legendzie warszawskiej Legii tworzona przez Pana i Grzegorza Kalinowskiego?

Jest to opowieść o żywej legendzie Legii. Proszę pamiętać, że to nie my z Grzegorzem tworzyliśmy legendę Pana Lucjana. Pan Lucjan, będąc wierny Legii bardziej niż zakonnica Chrystusowi, stworzył ją sam.

- Jak doszło do powstania tej książki? Kto był jej pomysłodawcą?

Usiedliśmy we trzech: Pan Lucjan, Grzegorz, ja i napisaliśmy tę książkę. Jej pomysłodawcą był Grzegorz Kalinowski.

- W opisie tej pozycji można znaleźć słowa: "Autorom udało się »otworzyć« zwykle niechętnego do osobistych rozmów Kiciego". Jak udało się tego dokonać?

Zwyczajnie, poprosiliśmy Pana Lucjana i się zgodził.

- Kazimierz Deyna i Lucjan Brychczy to bez wątpienia największe legendy Legii Warszawa. W ciągu lat w barwach stołecznej drużyny występowało wielu innych znakomitych piłkarzy, a także zawodników z ciekawym życiorysem. Który z pozostałych piłkarzy Legii także zasługuje Pana zdaniem na książkę?

W tym temacie nie będę ułatwiał zadania konkurencji (śmiech).

- Ale można oczekiwać, że napisze Pan kiedyś jeszcze o którymś z zawodników? Ma Pan w planach kolejną biografię?

Tak, „Balladę o Januszku”… Małkiewiczu (śmiech). Mówiąc poważnie, na dzień dzisiejszy nie, ponieważ koncentruję się na pracy w zespole tworzącym unikatowy album na 100- lecie Legii.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza