wtorek, 14 stycznia 2014

"Brudne kulisy sportu to tło kryminalnej intrygi" - wywiad z Nikodemem Pałaszem, autorem książki "Brudna gra"

fot. Jacek Pióro, materiały prasowe wydawnictwa Muza SA
Większość dotychczasowych powieści, których akcja była przez autorów osadzana w świecie sportu, dotyczyła zazwyczaj piłki nożnej. Nikodem Pałasz postanowił zerwać z tą zasadą i przygotował kryminał, którego głównym bohaterem jest tenisista. "Brudna gra", czyli książka, która jutro trafi do księgarni w całej Polsce, to coś, czego na naszym rynku jeszcze nie było. W wywiadzie dla bloga autor tej pozycji postanawia przybliżyć nieco jej fabułę, a także zdradza swoją wizję współczesnego sportu.

- Kryminał osadzony w świecie profesjonalnego tenisa. Tego jeszcze w Polsce nie było. Skąd pomysł na taką właśnie książkę?

Lubię kryminały, a po latach pracy w branży sportowej, wyrobiłem sobie zdanie na temat współczesnego sportu. Moja wizja sportu XXI-wieku jest mroczna, daleka od ideałów barona de Coubertin. Postanowiłem to opisać, wykorzystując właśnie formę kryminału. Stworzyłem fikcyjnych bohaterów i wpędziłem ich w tarapaty, w które może wpaść każdy sportowiec, który traci kontrolę nad swoją karierą.

- Morderstwo znanego sportowca, a następnie dochodzenie, które prowadzi jeden z inspektorów. Fabuła pańskiej powieści bardzo przypomina to, co zawarł w "Graczu" Przemysław Rudzki, dziennikarz "Przeglądu Sportowego". Czytał Pan jego książkę?

Tak, dosłownie tydzień temu skończyłem "Gracza".

- Czy może Pan porównać powieść Rudzkiego do kryminału pańskiego autorstwa? Czytelnicy mogą spodziewać się czegoś podobnego, czy będzie to zupełnie inna książka?

To są zupełnie inne książki, o czym czytelnik szybko się przekona. W "Graczu" Rudzkiego śledztwo dziennikarskie odbywa się w tle wydarzeń związanych z piłką. "Brudna gra" to kryminał z krwi i kości, z intrygującą zagadką, policjantami, pościgami, strzelaninami i pędzącą do przodu akcją. Gdzieś przeczytałem bardzo miłe zdanie na temat "Brudnej gry". A mianowicie, że przypomina powieści Harlana Cobena, gdzie sport też często jest tłem. To duży komplement.

- Język bohaterów, ich portrety psychologiczne, zaskakujący, lecz jednocześnie logiczny ciąg zdarzeń. To jedne z elementów powieści, które trzeba odpowiednio dopracować, aby książka cieszyła się powodzeniem. Praca nad którym z nich jest najtrudniejsza? Co przysporzyło Panu najwięcej kłopotów?

Muszę przyznać, że z niczym nie miałem kłopotów. Pisząc tą książkę doskonale się bawiłem. To była ciekawa przygoda. Mam nadzieję, że dla czytelnika ta książką będzie taką samą frajdą jak dla autora.

- Jako właściciel agencji marketingu sportowego i były menadżer Marcina Matkowskiego i Mariusza Fyrstenberga zapewne wie Pan sporo na temat tego, jak "od kuchni" wygląda współczesny tenis. Ta wiedza okazała się pomocna przy pracy nad "Brudną grą"?

Tak. Ale inspiracji szukałem nie tylko na tenisowych arenach. Przez ostatnie lata współpracowałem z wieloma sporowcami, reprezentującymi różne dyscypliny. Miałem więc okazję do wielu obserwacji. Uważnie śledziłem sprawy Tigera Woodsa, Lance'a Armstronga czy Oscara Pistoriusa. Na przykładzie tenisa opisuję procesy, które według mnie trawią cały współczesny sport.

- Czy w powieści zostały zawarte jakieś wydarzenia wzorowane na tym, co stało się naprawdę? Są jakieś aluzje do rzeczywistych postaci czy zdarzeń?

Bohaterowie "Brudnej gry" są fikcyjni. Pokazuję natomiast rzeczywiste problemy, mechanizmy, zależności. Wystarczy przyjrzeć się historiom upadków Armstronga, Woodsa, Pistoriusa czy Diego Maradony. Ich ślad czytelnik znajdzie w mojej książce. Ale oczywiście nie można tego co zawarłem w tej powieści traktować dosłownie. Nie ma takiego tenisisty i nigdy nie było, nie znam takiego trenera tenisa, nie spotkałem takich działaczy tenisowych. Dużo rzeczy jest tam celowo przerysowanych. Podkreślam, Malewicz istnieje tylko na kartach tej książki. To tylko bohater powieści, który odniósł sukces, jak setki innych sportowców. Chociaż, trzeba sobie zdawać sprawę, że kłopoty, w które popada, mogą spotkać każdego sportowca, który nie potrafi do końca zapanować nad swoim życiem i swoją karierą. No i który nie potrafi oprzeć się pokusom. A pokus w zawodowym sporcie jest sporo.

- Co, Pana zdaniem, jest największym atutem "Brudnej gry"?

Cóż, mam nadzieję, że to co powiem zachęci do przeczytania mojej książki. Atutów jest kilka, ale to co nowe i świeże w świece polskich kryminałów to pokazanie zaplecza wielkiego sportu, układów, ciemnych interesów.  Brudne kulisy sportu to tło kryminalnej intrygi. Kolejnym atutem tej książki jest starcie dwóch silnych osobowości. Z jednej strony jest tenisista Artur Malewicz, z drugiej - inspektor policji Wiktor Wolski. Jeden już nie żyje, drugi podąża jego śladami, coraz bardziej taplając się w brudach, w których ugrzązł wcześniej sławny sportowiec. Malewicza można pokazywać młodym zawodnikom jako antywzór sportowca. Co do Wolskiego, to jest człowiek, którego wbrew pozorom bardzo wiele łączy z ofiarą. Obaj są mocno nakierunkowani na sukces, bezkompromisowi, czasem bezwzględni, w dążeniu do celu. Dla Wolskiego tym celem jest odnalezienie mordercy. Postępuje wbrew swoim zasadom, wchodzi w ryzykowny układ, aby tylko dobrać się do zabójcy. I w pewnym momencie też się pogubi.

- Do 2012 roku był Pan menadżerem Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego. Rozstanie z tymi tenisistami wiązało się z wyborem nowych celów życiowych? Chce Pan skupić się teraz na pisaniu książek?

Zawodnicy, z którymi współpracuję się zmieniają, to normalne. W ciągu pięciu lat działania przez moją firmę przewinęło się kilkudziesięciu sportowców. Medaliści igrzysk olimpijskich, mistrzowie Europy, rekordziści i mistrzowie Polski. Zakończenie współpracy z tym czy innym zawodnikiem nie ma nic wspólnego z nowymi celami w życiu. Nie skupiam się na pisaniu książek. To raczej hobby.

fot. Jacek Pióro, materiały prasowe wydawnictwa Muza SA
- Dotychczas większość powieści, których akcję autorzy osadzali w świecie sportu, dotyczyła piłki nożnej. Nie obawia się Pan, że książka o tenisie z góry będzie skazana na mniejsze grono odbiorców? Ta dyscyplina jest znacznie mniej popularna w Polsce niż futbol.

I to jest właśnie atut mojej książki. Ile można czytać o piłce? (śmiech) A tak na poważnie, to myślę, że grono odbiorców jest dosyć szerokie. Oprócz fanów sportu, to przede wszystkim miłośnicy kryminałów, książek sensacyjnych. Sport jest tłem do pokazania pewnych układów, nazwijmy to, ludzko-biznesowych. Przy okazji śledztwa, pokazuję kulisy zawodowego sportu. Po tym jak upubliczniono afery Tigera Woodsa, Armstronga czy Pistoriusa, sport nie będzie już taki sam. Już wiemy, że wielki mistrz sportu, uśmiechający się do nas z reklam, ma swoje życie, jak każdy z nas. Swoje problemy, słabości, ciągoty, grzechy na sumieniu i wstydliwe tajemnice. Oglądając mecz, nie chcemy, nie musimy, o tym pamiętać. Może to i dobrze. Ale tam, po drugiej stronie sportu toczy się życie, czasami nie mniej brutalne niż to, które widzimy w gangsterskich filmach.

- Kolejna pańska powieść, nad którą obecnie Pan pracuje, będzie już dotyczyć właśnie piłki nożnej. Może Pan zdradzić jakieś szczegóły na temat tej książki? Czego dokładnie będzie dotyczyć fabuła?

Na razie nie mogę powiedzieć nic więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz