piątek, 29 sierpnia 2014

Wayne w wielkim świecie Premier League

Druga część wspomnień Wayne’a Ronneya właśnie trafiła do polskich księgarni. „Moja dekada w Premier League” to opowieść o jednej z najlepszych piłkarskich liga snuta przez piłkarza, który przez ostatnie dziesięć lat co tydzień miał okazję rywalizować z zespołami i zawodnikami najwyższej światowej klasy. W ogólnej ocenie publikacja wydana przez Sine Qua Non wypada nadspodziewanie dobrze.

Muszę przyznać, że zabierając się za lekturę książki angielskiego napastnika nie spodziewałem się rewelacji. W ojczyźnie zawodnika druga część jego wspomnień sprzedała się tak sobie, więc sądziłem, że nie znajdę w niej zbyt wielu interesujących wątków. Zacząłem jednak czytać i pozycję „Moja dekada w Premier League” skończyłem w dwa wieczory. Może nie jest to najlepsza książka sportowa, z jaką miałem okazję się zapoznać, ale wciąga. A to już dużo. Przyjemnie przebywało się z Rooneyem w szatni United, słuchało przedmeczowych odpraw sir Aleksa Fergusona czy wychodziło razem z „Czerwonymi Diabłami” na Old Trafford. Przede wszystkim dlatego, że napastnik reprezentacji Anglii przez całą lekturę sprawia wrażenie małego chłopca zafascynowanego tym wszystkim, co wokół niego się dzieje i ten stan udziela się czytelnikowi. Przypominają się czasy, kiedy godzinami ganiało się za piłką na boisku i marzyło o karierze, która stała się udziałem „Wazzy”…
                         
O wyższości Premier League nad Ligą Mistrzów
Lektura książki Rooneya pozwala przenieść się w świat wielkiej piłki i, co dla wszystkich kibiców bez wątpienia najważniejsze, zajrzeć za jej kulisy. Czytelnik otrzymuje możliwość śledzenia oczami piłkarza tego wszystkiego, co on sam przeżył. To chyba największy atut pozycji „Moja dekada w Premier League”, ponieważ nie jest ona typową biografią. Wszystko to, co dotyczyły dzieciństwa i młodości Wayne’a, zawarte zostało w pierwszej części wspomnień. W drugiej można więc zapoznać się wyłącznie z tym, co dotyczy rozgrywek Premier League i Ligi Mistrzów (nieprzypadkowo w tej kolejności, gdyż ligę Rooney uważa za najważniejszą), gdyż o nich najczęściej pisze zawodnik. Jest jeszcze kilka opisów okoliczności najważniejszych spotkań w Pucharze Anglii i Pucharze Ligi Angielskiej, ale nie ma praktycznie niczego o reprezentacji. Podejrzewam, że ten temat zostanie przedstawiony w osobnej książce.

Przez blisko 300 stron Wayne Rooney snuje więc swoją opowieść, sezon po sezonie przedstawiając swoją karierę. Nie jest to na szczęście do bólu chronologiczny i uporządkowany opis, gdyż na przykład okoliczności debiutanckiego meczu w barwach Evertonu zostają opowiedziane mniej więcej w środku książki, a rozpoczyna ją z kolei fragment poświęcony wspaniałej bramce przewrotką, którą Anglik zdobył w zwycięskim 2:1 meczu z Manchesterem City. Nawet jeśli jednak w publikacji opisane zostałoby spotkanie za spotkaniem w następujących po sobie sezonach, nie byłby to raczej opis szczególnie nudny. Rooney nie skupia się bowiem aż tak bardzo na boiskowych wydarzeniach. Nie opisuje każdej akcji, tak jak miało to miejsce w biografii Carlosa Teveza. Pisze raczej o tym, co przeżywał, gdy podchodził do rzutu karnego mogącego przesądzić o mistrzostwie Anglii, jak się czuł, gdy z powodu kontuzji musiał odpuścić część sezonu 2009/2010, a także stara się oddać, jakie to uczucie, kiedy piłkarz siedzi na ławce i choć bardzo chce, nie może pomóc kolegom.

Futbolowy romantyk
„Moja dekada w Premier League” nie jest może książką szczególnie odkrywczą, ale na pewno pozwala dobrze poznać, w jaki sposób futbol postrzegają zawodnicy. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, nie są oni nastawieni wyłącznie na pieniądze. Nie jest tak, że nie do końca obchodzi ich wynik sportowy, jeśli zgadza się stan portfela. Tak przynajmniej stara się to przedstawić Rooney, który sam kreuje się na piłkarza, dla którego futbol jest najważniejszą rzeczą w życiu i którego nic nie wkurza bardziej niż porażka. Patrząc na jego boiskową postawę, można absolutnie zgodzić się z obrazem, który wyłania się z książki. Anglik rzeczywiście podczas meczów sprawia wrażenie faceta, który chce wygrać za wszelką cenę, co czasem sprawia, że zachowuje się agresywnie czy przestaje się kontrolować.

Tak jak wtedy, gdy po zdobyciu bramki z karnego zaczął rzucać przekleństwa do kamery, za co został w końcówce sezonu 2010/2011 zawieszony na kilka spotkań. Wayne tłumaczy się w książce z tego zachowania, ale chyba żaden kibic nie ma mu tego za złe. Swoją postawą zaprezentowaną nie tylko na boisku, ale i w książce, Anglik przywraca bowiem wiarę, że w futbolu są piłkarze, którzy prawdziwie kochają swój zawód i potrafią po fantastycznym występie w barwach Evertonu zagrać jeszcze krótki mecz z kolegami z podwórka. Pieniądze? Na ich temat Rooney też wypowiada się w swoich wspomnieniach, przekonując, skądinąd słusznie, że to nie zawodnicy ustalają, ile mają zarabiać. Jest jeszcze kilka podobnych, powiedziałbym bardziej „przemyśleniowych” wątków, ale tak naprawdę pozycja „Moja dekada w Premier League” nie jest biografią piłkarskiego filozofa. I bardzo dobrze, bo w takiej roli Wayne sprawdza się słabo, a poważne przemyślenia raczej nie pasują do jego boiskowego wizerunku.

Skandali brak
Czy „Moja dekada w Premier League” jest książką skandalizującą? Nie bardzo. Nie jest to na pewno biografia pokroju pozycji „Ja, Ibra”, w której Ibrahimovic potrafił ostro potraktować kilka osób, nie jest to nawet coś w stylu „Drobnej różnicy” Philippa Lahma, w której piłkarz merytorycznie krytykował Klinsmanna czy Magatha. Rooney nie pozwala sobie na jakiekolwiek negatywne oceny, ale trudno mu się dziwić – wciąż gra w Manchesterze United i jest kibicem Evertonu, więc nic dziwnego, że nie chce źle wypowiadać się o ludziach, których tam pracują lub pracowali. Chyba „najmocniejszymi” fragmentami są te dotyczące Cristiano Ronaldo i jego lustra powieszonego w szatni oraz zdanie o tym, że czasem zdarza mu się nie podać do dobrze ustawionego partnera. Ktoś, kto liczył więc na bezpardonowe przybliżenie szczegółów dotyczących konfliktów w szatni United, musi chyba poczekać do zakończenia przez Anglika kariery. Być może wtedy zdecyduje się o niektórych rzeczach powiedzieć bardziej wprost. Teraz zdecydowanie zdaje sobie sprawę, że zbyt dużo ma do stracenia.

Skandali w książce więc nie ma, ale jest sporo innych rzeczy, które powinny zainteresować kibiców i to nie tylko tych, którzy ściskają kciuki za Manchester United. Rooney pisze o tym, jak wygląda jego dzień, przedstawia bliżej niektórych kolegów z zespołu (szczególnie Gary’ego Neville’a, Paula Scholesa czy Ryana Giggsa, którzy wywarli na niego duży wpływ) oraz sir Aleksa Fergusona (pisze chociażby o tym, jak to jest być ofiarą jego słynnej „suszarki”), a także przybliża wiele innych aspektów futbolu. Robi to wszystko z pasją zafascynowanego dzieciaka, któremu w życiu się poszczęściło i dzięki temu zyskuje sympatię czytelnika. Jego wielkim atutem jest też oczywiście fakt, że gra w jednym z najlepszych zespołów świata, więc to, o czym opowiada, chociażby z tego względu staje się interesujące dla kibica zagłębiającego się w jego biografię. Kto chciałby wskoczyć w skórę „Wazzy” i choć na kilka godzin spełnić swoje marzenie o wielkiej piłkarskiej karierze, może to zrobić dzięki książce „Moja dekada w Premier League”.

CZYTAJ TAKŻE:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz