Ponownie głośno zrobiło się o niej kilka lat po zakończeniu kariery, gdy dziennikarze wywęszyli, że pracuje w sortowni śmieci w Wielkiej Brytanii. No i niedawno, gdy okazało się, że medalistka olimpijska traci wzrok i żyje w urągających warunkach. Zareagował nawet sam premier, przyznając sportsmence dożywotnią rentę.
To nie jest typowa historia sportowca
Autobiografia "Agata Wróbel. Ciężar życia" wyjaśnia, jak do tego doszło i udowadnia, że historia Agaty nie jest typową opowieścią o kimś, kto miał wszystko, ale stracił to wyłącznie przez własne złe decyzje.
To książka poruszająca całe spektrum problemów społecznych - od nierównego startu w życiu, przez przemoc domową, a na byciu nieakceptowanym przez grupę rówieśników w szkole skończywszy. Z wszystkimi konsekwencjami, jakie się z tym wiążą.
Od podnoszenia ciężarów jako sportu, który pozwolił Agacie na lepsze życie, przez przedmiotowy sposób traktowania przez trenerów, a na długofalowych konsekwencjach zdrowotnych ciężkiego treningu skończywszy.
Doping, zbiórki i inne palące kwestie
Nie brakuje tutaj również odniesienia się do drażliwych tematów, jak doping w tej dyscyplinie sportu czy zbiórki pieniędzy, których temat niedawno obiegł media.
Wiem, że każde wspomnienia zapowiadane są zazwyczaj jako niezwykle szczere i bezkompromisowe, ale książka Agaty Wróbel, którą napisała z Mateuszem Skwierawskim, taka właśnie jest.
Jeszcze zanim usiadłem do lektury, Marek Wawrzynowski powiedział, że te trudne rzeczy, które spotkały Agatę Wróbel, można by rozdzielić na kilka osób i o każdej z nich powiedzieć: "ma niełatwo w życiu".
Życie jej nie oszczędzało
Bo kiedy wydaje się, że już nie może być gorzej, życie dokłada Agacie Wróbel po raz kolejny. Jestem pełen podziwu dla jej siły - niejeden w takiej sytuacji dawno by już się poddał.
A ona z pokorą dźwiga kolejne życiowe ciężary.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz