Autor wykonał tytaniczną pracę, docierając do 251 rozmówców, a książka aż roi się od nieznanych wcześniej historii. Co ciekawe otoczenie Lewandowskiego, które zapoznało się już z całością, przekazało Sebastianowi, że w całej książce nie zgadza się jeden fakt... i to połowicznie! To pokazuje, jak świetną robotę wykonał autor.
Książka, która wyskakuje z lodówki
Począwszy od czwartku, kiedy to Sebastian Staszewski pojawił się w programie Bogdana Rymanowskiego i udzielił pierwszego wywiadu, media dosłownie bombardują informacjami pochodzącymi z książki. Mogę jednak zagwarantować, że nawet jeśli przeczytaliście kilka tekstów na bazie "Lewandowski. Prawdziwy", to zaledwie niewielki procent tego, co znajduje się w liczącej blisko 700 stron lekturze.
Miło być częścią tego projektu, odpowiadając za jego promocję. Sporo już się o nim mówi, a mogę zagwarantować, że na tym nie koniec. Zresztą same okoliczności powstawania biografii to w zasadzie osobny materiał... na książkę.
Konferencja prasowa reprezentacji Polski zdominowana przez książkę
Dzisiejsza konferencja prasowa reprezentacji Polski - najlepsza od lat, która rozpoczęła się od czterech pytań o książkę - dobitnie pokazała, jak bardzo "Lewandowski. Prawdziwy" był potrzebny. Nie tylko ja odniosłem wrażenie, że Robert Lewandowski w końcu nabrał luzu. Zupełnie jakby zobaczył, że ujawnienie prawdy o tym, jaki jest, wcale nie sprawi, że kibice się od niego odwrócą. Wręcz przeciwnie - zobaczą w nim człowieka, a przecież dużo łatwiej identyfikować się z kimś z krwi i kości niż z postacią kreowaną na idealną, która jawi się jako ktoś nieosiągalny, z innej planety.
Wielu spodziewało się, że ta książka może zagrozić wizerunkowi Lewandowskiego. Tymczasem może się okazać, że zrobi z kapitana reprezentacji Polski nie tylko człowieka szanowanego, ale również kochanego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz