poniedziałek, 12 września 2016

Powrót Taty. Mocna biografia Radosława Kałużnego

Czekałem na tę książkę. Po pierwsze dlatego, że Radosława Kałużnego trudno uznać za postać nijaką – to facet, który ma coś do powiedzenia. Po drugie wyczekiwałem jego biografii z powodów sentymentalnych. Jako 10-letni chłopiec emocjonowałem się meczami kadry Jerzego Engela i do dziś pamiętam trzy bramki wbite przez „Tatę” Białorusi oraz inne trafienia, które przyczyniły się do awansu na mundial w Korei. Moje oczekiwania były duże, ale muszę przyznać, że zostały spełnione. „Powrót Taty” jest biografią momentami brutalnie szczerą, ale dzięki temu czyta się ją jednym tchem.

Niech najlepszą rekomendacją będzie fakt, że książkę napisaną przez Radosława Kałużnego wspólnie z Mateuszem Karoniem pochłonąłem w niemal jeden wieczór. Lubię wspomnienia rodzimych piłkarzy, zwłaszcza tych, którzy w swoim życiu nie zawsze podejmowali właściwe decyzje. Jest coś fascynującego w śledzeniu ich losów. W ostatnich latach przykładów mieliśmy aż nadto: Andrzej Iwan, Wojciech Kowalczyk, Igor Sypniewski, Grzegorz Król, Arkadiusz Onyszko… Biografia Radosława Kałużnego najbardziej podoba jest chyba właśnie do „Fucking Polaka” – czytając ją, łapiemy się za głowę i zastanawiamy, jak piłkarz mógł to wszystko tak sp… aprać. W przypadku „Taty” to wrażenie życiowej porażki potęguje świadomość tego, jak dziś wygląda życie autora książki: ciężka praca na budowie, walka o każdy grosz, niepewne jutro. A przecież jeszcze niedawno reprezentował Polskę, jechał na mistrzostwa świata, a później grał w jednej drużynie z piłkarzami, który te mistrzostwa wygrali. Kiedy to wszystko poszło nie tak? Właśnie na to pytanie odpowiada „Powrót Taty”.

Kształtowanie charakteru
Książka rozpoczyna się do opisu wydarzeń, przez które zapewne w ogóle ta biografia powstała. Trzy lata temu portal Weszło informował o tym, że Radosław Kałużny pracuje w firmie DHL w Wielkiej Brytanii. Artykuł opatrzony był zdjęciem piłkarza w roboczym ubraniu i wywołał w polskim środowisku spore poruszenie. Ja, podobnie jak zapewne wielu innych kibiców, dopiero wtedy dowiedziałem się, że losy „Taty” po zawieszeniu piłkarskich butów na kołku potoczyły się aż tak źle. Na pierwszych stronach wspomnień były reprezentant Polski wraca do tamtej sytuacji, zdradzając jej okoliczności: jeden ze współpracowników z naszego kraju zrobił mu ukradkiem zdjęcie, które następnie wysłał do portalu. Myślicie, że Kałużny był za to wdzięczny? Wręcz przeciwnie – strasznie się wkurzył i próbował znaleźć winnego, a potem dosyć jasno dać mu do zrozumienia, co myśli o takim zachowaniu. Już pierwsze strony objawiają nam charakter autora – nie jest to facet, który daje sobie w kaszę dmuchać lub skarży się na swój los. To twardziel, który często odrzuca wszelką pomoc. Ale czy ktoś, kto wychowywał się pod silną ręką byłego boksera, mógłby mieć inny charakter?

Kolejne strony to, oprócz opisu nieudanej przygody ze szkółkami piłkarskimi najpierw w Anglii, a potem w Polsce (właściciel, który zatrudnił Kałużnego, okazał się oszustem, nie płacąc mu złamanego grosza), rozdział poświęcony rodzinnemu domowi. To chyba najmocniejsze, a zarazem najsmutniejsze fragmenty biografii. „Tata” opisuje, jak nieludzko traktowany był przez rodziców, zwłaszcza ojca. Słowo „bicie” jest tutaj w zasadzie zbyt słabe, żeby opisać to, jak pojmował on wychowanie. Kałużny regularnie dostawał manto za każdą błahostkę. Kiedy uciekł z domu, by rozstawiać cyrkowe namioty, ojciec znalazł go i na przywitanie złamał mu nos. Innym razem, gdy Radek uderzył młodszego brata kamieniem w głowę, ojciec zdzielił go w łeb metalową rurą. Oczywiście trzy razy mocniej. Najlepszą puentą tego rozdziału jest historia z „rachunkiem za wychowanie”, który po latach wystawili dorosłemu już Kałużnemu rodzice: ich zdaniem był im winien 27 tysięcy złotych. Nic dziwnego, że kiedy Radek trafił do Wisły, a rodzice przyjeżdżali do Krakowa na mecz, po spotkaniu piłkarz spuszczał głowę i udawał się prosto do szatni, ignorując ojca, matkę i brata…

„Boniek? Cholerny arogant i cham”
„Powrót Taty” zaczyna się więc od opisu życia prywatnego Kałużnego, ale dalej mamy wreszcie to, na co z utęsknieniem czekali kibice: futbol. W rozdziale poświęconym Zagłębiu Lubin nie jest jeszcze tak ciekawie, bo też poza Andrzejem Strejlauem (interesujące spostrzeżenia na temat jego warsztatu) i kilkoma innymi postaciami brak tam głośnych nazwisk, ale w kolejnych częściach zaczyna się już ładowanie z grubej rury. „Tata” nie oszczędza niemal nikogo, o każdym opowiada szczerze i bez ogródek. Ba, nie wahał się nawet przed przypomnieniem kilku sytuacji z Bogusławem Cupiałem w roli głównej, choć przecież nie od dziś wiadomo, że były właściciel Białej Gwiazdy niespecjalnie lubi, gdy się o nim mówi i pisze. Rozdziały poświęcony Wiśle, reprezentacji Polski oraz pobycie w Niemczech są wręcz kapitalne – chyba pierwszy raz piłkarz z tamtego okresu zdecydował się na pełną szczerość. Profesjonalizm w Wiśle? Balangi do rana, mocna imprezowa grupa w składzie: Grzegorz Kaliciak, Kamil Kosowski, Maciej Żurawski. No i oczywiście, a jakże, Radosław Kałużny. W reprezentacji, która wywalczyła awans na mundial do Korei i Japonii, wcale nie było lepiej. Aż strach pomyśleć, jak mogliby grać ci piłkarze, gdyby prowadzili się w pełni profesjonalnie! Opis kilku „akcji” z ich udziałem daje do myślenia, jak jeszcze kilkanaście lat temu funkcjonował polski futbol…

Jak już wspomniałem, nie mniej ciekawie jest, kiedy „Tata” pisze o reprezentacji Polski. Zgrupowania za Janusza Wójcika? „Potrafiliśmy opróżnić dwie palety piwa”. Za Engela? „Od poniedziałku do środy obóz był jedną wielką popijawą”. Kałużny w książce wiele miejsca poświęca każdemu z trenerów, z którymi pracował. A że prowadzili go m.in. Andrzej Strejlau, Orest Lenczyk, Adam Nawałka, Antoni Piechniczek, Franciszek Smuda, Zbigniew Boniek czy Paweł Janas, jest bardzo ciekawie. Piłkarz punktuje słabe strony szkoleniowców, rzadko skupiając się na pozytywach. Niemal wyłącznie dobrze wypowiada się jedynie o Jerzym Engelu, ale nic dziwnego: w końcu to ten selekcjoner zdecydowanie na niego postawił, to dzięki niemu pojechał na mundial, choć przeciwnikiem wyjazdu, jak twierdzi „Tata”, był Boniek. Kiedy Kałużny przechodzi do opisu okresu reprezentacji po wodzą obecnego prezesa PZPN, jest bardzo bezpośredni: „wszystko rozpieprzył”, „uważałem [go] za cholernego aroganta i chama”. Trudno dziś znaleźć osobę, która o Bońku wypowiedziałaby się tak ostro. To zwiększa wiarygodność opinii Kałużnego – potwierdza, że nie ma i prawdopodobnie nie chce mieć już ze środowiskiem piłkarskim wiele wspólnego. Więc może sobie pozwolić na szczerość, co często hamuje ludzi wciąż aktywnie działających w piłce.

Biografia godna polecenia
Podsumowując, „Powrót Taty” jest pozycją niezwykle ciekawą, zwłaszcza we fragmentach dotyczących polskiej piłki przełomu wieków. Widać, jak wiele patologii ją wtedy toczyło (pojawia się też wątek korupcji, choć bez konkretów), jak różne było ówczesne przygotowanie piłkarzy od tego, które funkcjonuje obecnie i jak inne podejście mieli zawodnicy do swojego zawodu, choć trzeba przyznać, że atmosferę potrafili zbudować znakomitą. Anegdoty z udziałem czołowych polskich piłkarzy (pijany Jerzy Dudek parodiujący na stole Janasa o piątej nad ranem podczas zgrupowania kadry to jedna z moich ulubionych) wzbogacają lekturę, podobnie jak mocne wątki z życia prywatnego: trudne dzieciństwo, rozwód z pierwszą żoną, który kosztował Kałużnego 6 milionów złotych, rozstanie z drugą małżonką i wreszcie względne szczęście z Ewą. Nie brakuje też wątków dla fanów Bundesligi: pobyt w Energie Cottbus, Bayerze Leverkusen i 2. Bundeslidze opisane są równie barwnie.

W zasadzie jedyny zarzut, bardziej kierowany pod adresem współautora, Mateusza Karonia, to brak prowadzenia wątku zawodowego (piłkarska kariera) i prywatnego (rodzina) równolegle. Na początku mamy dzieciństwo, potem całą karierę piłkarską, a na końcu dwa rozwody i rozdział o obecnym związku piłkarza. Te dwie sfery często przeplatają się ze sobą, a zachowanie na boisku ma przełożenie na sytuację w domu i odwrotnie. Ich połączenia zabrakło, bo dałoby to pełniejszy obraz życia Radosława Kałużnego. Ale mimo tego mankamentu trzeba przyznać, że Karoń jako debiutujący „ghostwriter” spisał się bardzo dobrze. Okazał się utalentowanym słuchaczem i twórcą, a Kałużny, jak można było przewidzieć, ciekawym rozmówcą. Z tego połączenia wyszła biografia, którą na pewno nie będą zawiedzeni kibice, którym do gustu przypadł „Spalony” lub „Fucking Polak”.  Takie osoby „Powrót Taty” powinny wpisać na listę piłkarskich lektur obowiązkowych. Kto wie, kiedy doczekamy się kolejnej tak szczerej opowieści reprezentanta Polski?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz