Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gerard cieślik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gerard cieślik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wydało się: Rafał Zaremba „Gerard Cieślik. Urodzony na boisku” (2006)

„Urodzony na boisku" to biografia Gerarda Cieślika napisana piórem Rafała Zaremby. Książka ukazała się w 2006 roku i opisuje najważniejsze wydarzenia z życia piłkarza 50-lecia PZPN, z pamiętnym meczem przeciwko ZSRR z 1957 roku na czele.

Jak zapewne pamiętają wszyscy fani futbolu, polska reprezentacja pokonała wtedy na Stadionie Śląskim w Chorzowie drużynę Związku Radzieckiego 2:1 po dwóch bramkach Gerarda Cieślika. Zwycięstwo z rywalem, który w składzie miał wielu wybitnych piłkarzy z bramkarzem Lwem Jaszynem na czele, miało podwójne znaczenie ze względu na ówczesną sytuację polityczną. Polacy po tamtym spotkaniu zostali niemal bohaterami narodowymi, a strzelec goli dla rodzimej reprezentacji został przez kibiców zniesiony na rękach z płyty boiska.

Tak właśnie narodziła się legenda Gerarda Cieślika, który jednak wielkie sukcesy święcił już wcześniej ze swoim klubem – Ruchem Chorzów. Z „Niebieskimi" trzykrotnie świętował mistrzostwo Polski, raz zdobycie Pucharu Polski, a dwukrotnie zdobywał tytuł najlepszego strzelca ligi. Wystąpił też na Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach, gdzie jednak polska reprezentacja odpadła szybko z rywalizacji po porażce w drugim meczu z Danią 0:2.

niedziela, 23 marca 2014

„Chciałbym napisać kiedyś tak dobrą książkę jak »Wielki Widzew«” – wywiad z Dariuszem Leśnikowskim

Dariusz Leśnikowski na co dzień pisze o piłce nożnej
w katowickim "Sporcie", a swoją pasję rozmawiania z ludźmi
realizuje także poprzez tworzenie książek
Dariusz Leśnikowski to jeden z tych dziennikarzy, którzy uwielbiają rozmawiać z ludźmi i niekoniecznie zafascynowani są sportową statystyką. Każdy, kto sięgnie po jedną z książek redaktora katowickiego "Sportu" - a jest ich kilka - znajdzie w niej wiele fascynujących historii opowiadanych przez byłych sportowców, takich jak Stanisław Oślizło, Kazimierz Trampisz, zawodnicy Ruchu Radzionków czy AKS-u Chorzów. Na potrzeby tego wywiadu role zostały jednak odwrócone - to ja słuchałem i zadawałem pytania, a Dariusz Leśnikowski mówił o swojej sportowej pasji.

- „Żółto-czarna ojczyzna. 90 lat Ruchu Radzionków”. Ta pozycja z 2009 roku to chyba pierwsza książka sportowa pańskiego autorstwa?

W tamtym czasie pracowałem jeszcze nad innymi książkami, więc trudno mi to dokładnie umiejscowić, ale jeśli dobrze pamiętam, to tak. W przypadku tej monografii muszę oddać to co należne ówczesnemu prezesowi Ruchu Radzionków – Tomaszowi Baranowi. Podszedł on z wielkim sercem nie tylko do klubu, ale też do jego historii. Trzeba pamiętać, że Ruch jest klubem bardzo środowiskowym, regionalnym, wręcz dzielnicowym, a przez to związanym z lokalną grupą kibiców. W dodatku przy dzisiejszych podziałach gmin ma fatalnie umiejscowiony stadion, który znajduje się na terenie Bytomia, co sprawia, że fanów na meczach radzionkowian jest znacznie mniej, niż mogłoby być. Pan Tomasz starał się jednak wspierać ten klub z całych sił i nie zaniedbywać żadnej działki związanej z jego funkcjonowaniem. Na okres jego prezesury przypadał jubileusz 90-lecia Ruchu Radzionków i wtedy pojawił się pomysł napisania klubowej monografii.

- Inicjatywa powstania tej książki wyszła więc od klubowych władz?

Zdecydowanie tak. Od początku mojej dziennikarskiej działalności, najpierw na studiach, a później już zawodowo w redakcji katowickiego „Sportu”, „opiekę” nad Ruchem Radzionków miałem w zakresie swoich obowiązków, niemalże codziennych. Bardzo często pojawiałem się nie tylko na meczach, ale także na treningach czy wywiadach z ówczesnymi piłkarzami i działaczami tego klubu. Tak nawiązałem znajomości, które bardzo przydały mi się przy pracy nad książką. W momencie, kiedy pojawiła się w Radzionkowie idea stworzenia książki, zwrócili się do mnie, jako do dziennikarza, którego znali z licznych wizyt, z propozycją jej napisania. Zgodziłem się, a ważne było dla mnie to, że nie musiałem mozolnie wypisywać tabelek ze starych roczników gazet i przeszukiwać archiwów. Nie jestem wielkim zwolennikiem statystyk i liczb, a raczej rozmawiania z ludźmi i przekazywania tego, co mają do powiedzenia.